O pierwszych dwóch setach nie warto w zasadzie wspominać. Była to bowiem powtórka z tego, co oglądaliśmy w spotkaniu obu drużyn w fazie grupowej. Holenderki nie grały może aż tak doskonale jak przed tygodniem, ale pomagała im pełna błędów gra Polek.
Pomarańczowe aż 16 punktów w pierwszych dwóch partiach zdobyły po błędach gospodyń. To zdecydowanie za dużo jak na półfinał ME i jeśli można mieć o cokolwiek pretensje do zawodniczek Piotra Makowskiego, to tylko o to, bo później na boisku zostawiły krew, pot i łzy.
W pierwszej chwili Polki sprawiały wrażenie, że wyciągnęły wnioski z porażki i wiedzą, jak grać z zawodniczkami Avitala Selingera, żeby wygrać. Mocno zagrywała Anna Barańska, blok skutecznie parował i osłabiał atak Holenderek, dzięki czemu Polki zdobywały punkty po kontrach. Ale taką postawę w spotkaniach z pomarańczowymi trzeba prezentować w każdej sekundzie pojedynku, nie wspominając już o wykorzystywaniu błędów przeciwnika. Niestety trwało to tylko przez chwilę i pierwsze dwa sety zakończyły się porażką do 11 i 15.
Jak pokazały kolejne części gry, kluczowa jednak wydawała się przede wszystkim koncentracja na każdej akcji oraz wkładanie wielkiej precyzji w swoje zagrania. Jeżeli tego nie ma, to zawodniczki z Holandii wrzucą szósty bieg i odjeżdżają tak, że nie sposób je dogonić.
Tak było w kolejnych dwóch partiach. Polki walczyły jedna za drugą. Bardzo dobrze funkcjonowała asekuracja, dzięki czemu podopieczne Makowskiego nie traciły już tak głupich punktów. Do tego oglądaliśmy koncert gry w wykonaniu Joanny Kaczor i Anny Barańskiej. Atak za atakiem trafiał w parkiet po holenderskiej stronie.
As Jagieło na 23:18 wlał w serca kibiców i Polek wielką nadzieję. Od tego momentu hałas w Atlas Arenie zrobił się tak duży, że hala zatrzęsła się w posadach. Było 2:1 i wciąż można było myśleć o finale...
Na jak się okazało decydujący set Polki wyszły bardzo skoncentrowane. Pieczołowicie przygotowywały każdą akcję. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Od dwupunktowej przewagi gospodyń do dwupunktowej rywalek. Wiadomo było, że wygra ta drużyna, która w tym momencie nie popełni głupiego błędu. Niestety taki przytrafił się Polkom.
Decydującym momentem meczu był nieudany atak ze środka Agnieszki Bednarek-Kaszy, która minęła się z atakiem. Piłka spadła na parkiet i wraz z tym szansa na finał wymknęła się z rąk polskim siatkarkom. Holenderki wyszły na trzypunktowe prowadzenie 21:18. Później Manon Flier dobiła polskie siatkarki jednym asem i udanymi atakami.
Holenderki zasłużenie zagrają o złoto. Nawet kiedy tracą kilka punktów, są pewne swego. Czekają na dogodną okazję, a bolesne ciosy rozdaje Manon Flier albo Chaine Staelens.
Na pocieszenie polskim siatkarkom pozostaje walka o brąz w turnieju. Spotkanie o trzecie miejsce w niedzielę o 17:00. Przeciwnika Polki poznają po spotkaniu Włoszek z Niemkami.
HOLANDIA - POLSKA 3:1 (25:11, 25:15, 20:25, 25:20)
Polska: Anna Barańska 14, Katarzyna Gajgał 7, Milena Sadurek-Mikołajczyk 3, Aleksandra Jagieło 7, Agnieszka Bednarek-Kasza 7, Joanna Kaczor 15, Mariola Zenik (libero) oraz Dorota Pykosz 0, Natalia Bamber 1, Paulina Maj 0, Izabela Bełcik 0, Anna Witczak 0
Holandia: Debby Stam 13, Ingrid Louise Visser 11, Manon Flier 20, Chaine Staelens 12, Caroline Wensink 11, Kim Staelens 2, Janneke Van Tienen (libero) oraz Maret Grothues 1



Eurosport






















DO BOJU PO MEDAL !!!
A potem KIBICUJEMY HOLENDERKOM W PODZIĘCE za ..wywalenie,, Rosji !!!Opublikowane 03/10/2009 o godz. 22:46