W
łaśnie została Pani wybrana przez czytelników jednego z portali internetowych na miss ostatnich mistrzostw Europy.
O proszę. Nie wiedziałam. Ale to bardzo miłe. Co mam powiedzieć: po prostu dziękuję.
Jeden z wpisów internautów był takiej oto treści: "Aniu Barańska, Kocham Cię i bardzo chciałbym z tobą chodzić, jednak wiem, że jest to niemożliwe, ponieważ za wcześnie się urodziłem i jestem już za stary. Pa". Szkoda człowieka...
Ojej. Różne rzeczy się zdarzają, niektórzy wyznawali mi miłość i próbowali wręczyć pierścionek zaręczynowy. Inni prosili, bym na niego trochę poczekała. Czasami to miłe. Tylko że ja już jestem zajęta.
Kto taki Panią zajął?!
Tajemnica.
Nie zgadzam się. Słyszeliśmy, że pozdrawia Pani teściów...
No dobra, w czerwcu wychodzę za mąż. Mam narzeczonego, który mieszka pod Kaliszem i jest starszy ode mnie o cztery lata. A więc mam już też pierścionek zaręczynowy na palcu. Od stycznia.
I tak od razu się Pani zgodziła czy było trochę przekomarzania?
Najpierw to ja pół godziny płakałam. Bo czekałam na to. Chyba każdy czeka, jeśli wie, że znalazł tę drugą połówkę. A ja znalazłam.
Pytam, bo ponoć na pomeczowych konferencjach prasowych lubiła się Pani przekomarzać z dziennikarzami. Prawda to?
Hmm... Lubię odpowiadać na pytania naszych wspaniałych dziennikarzy, ale czasem bywa śmiesznie. Na głupie pytania padają niekiedy głupie odpowiedzi.
Śmiesznie było podobno wtedy, kiedy dziennikarze zapytali po przegranym meczu, czy Wasze morale spadło. Aleksandra Jagieło miała się wtedy wyrwać słowami: "To chyba Wam coś opadło!". Taka zadziora.
Zgadza się. Bo to prawda, że wielu nam wmawiało, iż nie wytrzymujemy presji. My chciałyśmy iść do przodu, grać dobrą siatkówkę, a te głosy nam to uniemożliwiały.
Początkowo faktycznie się męczyłyście. Skrzydła rosły Wam właśnie podczas trwania tego turnieju, bo zaczęłyście się przekonywać, że można też wygrać z lepszym. Wcześniej tej pewności nie miałyście.
To prawda, początki były trudne, ale w drugiej fazie grupowej nastąpił przełom. Zwycięstwem z Rosjankami udowodniłyśmy, że gramy dobrze i zasługujemy na czwórkę. Że nie liczy się papier i nazwiska.
Czyli jednak opłaca się grać dla takich chwil w kadrze?
Nie powiem, że się nie opłaca. Zresztą zawsze tak twierdziłam, tylko przez problemy z ludźmi różnie wychodziło. Teraz jest bardzo fajna współpraca, wszystko przebiegło bez konfliktów. Nie było tak, że jedna gra, a druga i trzecia krzywo patrzą. To wszystko miało wpływ na to, że zaczęłyśmy się grać bardzo dobrze. Pokazałyśmy, że bez polskich gwiazd też można osiągnąć sukces. Dwa lata temu były przecież w drużynie Glinka, Skowrońska i Świeniewicz, a skończyło się na czwartym miejscu.
Długo świętowałyście sukces?
Miałyśmy spotkanie z najbliższymi, ze związkiem i ze sponsorem. Z tego, co wiem, impreza trwała długo, ale ja do końca nie wytrzymałam.
Zaczęliśmy od tytułu miss Europy siatkarek, więc zapytam na koniec, jak się Pani zapatruje na ewentualny udział w jakiejś rozbieranej sesji zdjęciowej? Mogą paść podobne propozycje, skoro takie jest "zapotrzebowanie" tysięcy Polaków.
Rozbierane sesje? Nie. Ale takie w stroju plażowym czy, jak to się mówi, lightowe? Nie mówię nie .



Eurosport






















Strażnik moralnościOpublikowane 07/10/2009 o godz. 11:31