Siatkówka
03/07/2009 - 15:30Jarosz dla eurosport.pl: Usłyszeliśmy to, co trzeba

Na kilka godzin przed pierwszym meczem z Wenezuelą udało nam się złapać Jakuba Jarosza. W drodze na odprawę powiedział nam między innymi o szczegółach rozmowy trenera Castellaniego z zespołem po nieudanych występach reprezentacji w Łodzi oraz oczekiwaniach związanych z kolejnymi meczami.
22-letni atakujący kadry był jednym z niewielu w meczach z Brazylią, do których nie można było mieć większych zastrzeżeń. Szybko pojawiły się głosy, że mógłby zostać następcą Mariusza Wlazłego - szczególnie, że podstawowy atakujący reprezentacji Polski będzie przez kilka miesięcy odpoczywać od gry odbudowując wyeksploatowany organizm. Co o tym sądzi sam Jarosz? Czy zagra dzisiaj z Wenezuelą? Jakie cele stawia przez zawodnikami trener? Czym charakteryzuje się jego gra? Z atakującym reprezentacji rozmawiał Przemek Kruk.
Wielu kibicom reprezentacji na dobre przedstawiłeś się meczami w Lidze Światowej. Jesteś postrzegany jako osoba o wielkim talencie, opanowana na boisku, a prywatnie jako człowiek sympatyczny, uśmiechnięty i z poczuciem humoru. Ile jest w tym prawdy?
Z poczuciem humoru? Hmm... Tego nie wiem, ale zawsze miłe, kiedy dobrze mówią.
Rehabilitacja Mariusza Wlazłego daje ci w perspektywie szansę regularnych występów w kadrze przynajmniej przez kilka miesięcy.
Przede mną jeszcze daleka droga, żeby prezentować poziom Mariusza i na dziś nie widzę w sobie jego następcy, czy choćby zastępcy. Z tego typu opiniami bardzo bym na razie uważał. Teraz jestem na Lidze Światowej i chcę zdobywać jak największe doświadczenie. Celem dla mnie jest dobry występ w każdym najbliższym meczu. Innymi sprawami staram się w ogóle sobie nie zaprzątać głowy.
Mecze z Brazylią to już tylko złe wspomnienie. Teraz czas na Wenezuelę i dwa zwycięstwa.
Tak, o Brazylii trzeba było jak najszybciej zapomnieć. Wyciągnąć wnioski i skupić się na kolejnych rywalach. Z Wenezuelą wygraliśmy dwukrotnie w ich hali. Jesteśmy dobrej myśli. Przygotowywaliśmy się pod kątem tego meczu przez cały tydzień. Wierzę, że wynik będzie taki sam jak w Wenezueli.
Pewnie jeszcze o tym nie myślicie, ale dla zatarcia złego wrażenia po klęsce w Łodzi będą potrzebne też wygrane z Finami...
Trener powtarza nam zawsze, żeby koncentrować się na meczu najbliższym, najbliższym secie, a nawet piłce. Cele stawiamy sobie po kolei. Na razie jest Wenezuela, a o Finlandii nie myślimy.
Trener Castellani na pewno długo analizował z wami błędy i wyciągał wnioski po meczach z Brazylią. Musiały paść mocne słowa. Przypominało to wartościową lekcję czy raczej pastwienie się?
Usłyszeliśmy to, co powinniśmy usłyszeć. Trener mówił, że drużynę musimy budować powoli. Nie stać nas jeszcze na pokonanie Brazylii. Ważne, żeby zawsze robić krok do przodu. Nie stać w miejscu, ani nie cofać się. Mamy na każdym treningu robić postęp. Nie od razu Rzym zbudowano.
No właśnie... Z jednej strony presja na rezultat jest spora – tak zawsze reagują kibice i media. Z drugiej strony kadra jest na szczególnym etapie przebudowy. Myślisz, że dla reprezentacji ważniejszy jest w tym momencie wynik i uspokojenie atmosfery wokół drużyny? Czy jednak Castellani powinien konsekwentnie realizować plan budowania nowej kadry choćby kosztem kolejnych porażek w Lidze Światowej?
Myślę, że cel jest jasny. Drużyna prowadzona jest tak, żeby wyłonić zawodników, którzy potem będą mogli dołączyć do podstawowego składu. Powiem tak: wynik nie jest na pewno super ważny, ale gra się po to, żeby wygrać. Chcemy wygrać z Wenezuelą, ale mamy na uwadze również to, że musimy sprawdzać poszczególnych zawodników i sukcesywnie tę drużynę budować.
W kadrze dopiero zadebiutowałeś, ale już zdążyłeś pokazać, że obok umiejętności siatkarskich masz też charakter i cechy przywódcze. Jak czujesz się w roli tego, który ma pociągnąć zespół? To też dodatkowa odpowiedzialność...
Absolutnie nie patrzę na to, jak na liderowanie zespołowi. Każdy siatkarz, każdy człowiek ma swój charakter. Ja jestem akurat taki, że do dobrej gry, do dobrego samopoczucia na parkiecie potrzebuję żywiołowości. W niektórych momentach potrzebuję pobudzać siebie i kolegów do ruszania się. To nie czyni mnie jednak liderem. To jest po prostu mój sposób na grę - jak największe pobudzenie.
Wiesz już, czy wyjdziesz w pierwszej szóstce na pierwszy mecz z Wenezuelą?
Nie, nie wiem. Dowiem się przed samym meczem.
Masz już ogólne pojęcie, w którym klubie będziesz grał za rok? Po sezonie w Kędzierzynie-Koźlu wygaśnie przecież twój kontrakt ze Skrą.
Idę teraz na wypożyczenie i to jest dla mnie najważniejsze. Co będzie za rok? Nie mam pojęcia.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0