Wielu obawiało się srogiego lania w Moskwie od jednej z najlepszych drużyn w Europie. Tymczasem to Skra była bliżej zwycięstwa w tie-breaku, kiedy prowadziła 13:12.
Bełchatowianie wcześniej wygrali niezwykle ważny i nerwowy set na 2:2. Po sześciu piłkach meczowych i długiej wymianie zwyciężyli 30:28. Wtedy stało się jasne, że bez względu na wynik piątego seta, to Bełchatowianie będą w lepszym humorze po pierwszej odsłonie dwumeczu.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla Skry. Już po pierwszych piłkach Bełchatowiani objęli prowadzenie 3:0, potem 7:3 po asie Wlazłego. Wtedy coś się zacięło i na pierwszą przerwę techniczną nasza drużyna schodziła przegrywając 7:8. Do stanu 21:21 gra toczyła się potem punkt za punkt. Wtedy Castellani wprowadził na zagrywkę Dobrowolskiego za Możdżonka i... punkty zaczęli zdobywać rywale. Siatkarze Dynama zauważyli, że z przyjęciem nie radzi sobie Gacek i wygrali seta do 21 po zablokowanych atakach Murka.
W drugim partii Castellani dokonał ważnej zmiany - za niepewnie grającego Murka wprowadził Bąkiewicza. Ten set był niemal lustrzanym odbiciem pierwszego - lepsze otwarcie mieli gospodarze, potem podgonili bełchatowianie i od stanu 10:10 walka była bardzo wyrównana. W końcówce - przy stanie 20:18 dla Skry - trener Dynama, niedawno startujący w konkursie na trenera naszej kadry Daniel Bagnoli, dokonał mało zrozumiałej podwójnej zmiany. Od tego momentu Skra kontrolowała seta. Po bloku Wlazłego goście prowadzili już 24:20. Trzecia piłka setowa przyniosła wreszcie upragniony sukces Skrze - 25:22.
Na początku trzeciego seta Falasca bardzo ofiarnie bronił piłkę. Sunąc po parkiecie zatrzymał się dopiero na stoliku sędziowskim i kamerze. Wydawało się, że może skończyć się poważniejszą kontuzją. Na szczęście siatkarz Skry powrócił do gry, ale to właśnie on przekroczył linię 9 metrów przy zagrywce i na pierwszą przerwę techniczną bełchatowianie schodzili przegrywając 5:8. Wcześniej sędzia meczu popełnił dosyć poważny błąd na niekorzyść naszej drużyny - nie zauważył niesionej metr przed jego oczami piłki przez Połtawskiego i zamiast 4:4 było 5:3 dla Dynama. W dalszej części seta Skra ciągle goniła wynik, a moskwianie uciekali na 3-4 punkty. W końcówce bohaterem został Połtawski zdobywając punkt na 23:22 i wreszcie na 25:23 po mocnym ataku, który trafił w głowę blokującego Wlazłego.
Przy wyniku 2:1 dla gospodarzy, czwarty set miał być niezwykle istotny dla Bełchatowa. Dobrą grę kontynuował w nim Bąkiewicz i wreszcie rozegrał się Wlazły. Przy stanie 21:20, pierwszy z nich zaserwował asa, po czym Bagnoli wziął czas. Chwilę potem Skra nie wykorzystała szansy na 24:20. Moskwianie wytrzymywali presję, gonili wynik i doprowadzili do niesamowicie emocjonującej końcówki tego arcyważnego seta. Obronili po kolei aż sześć piłek setowych. Wreszcie Pliński zaatakował ze środka na 29:28. Potem delikatnie przerzucił piłkę z zagrywki. Dynamo rozegrało nienajlepiej. Chaotyczna przebijanka trwała jeszcze chwilę, aż wreszcie udało się zaatakować ze środka i któryś z siatkarzy moskiewskiej drużyny broniąc wyrzucił piłkę w aut. 2:2 w setach i już w tym momencie było wiadomo, że Skra wyjedzie z Moskwy z dobrym wynikiem przed rewanżem w Bełchatowie.
W tie-breaku Skra wyszła na prowadzenie 2:1, żeby szybko stracić inicjatywę. Zrobiło się 4:2 dla rywali i od tego momentu bełchatowianie cały czas gonili punkty. Po zmianie stron, przy wyniku 8:5 dla Dynama, Skra wygrała ważną piłkę po bloku, co rozwścieczyło Dantego, który ręką huknął w siatkę. Powinien za to być ukarany żółtą kartką, a Skra powinna dostać punkt. Sędzia w ogóle jednak nie zareagował.
Przy stanie 10:7 dla Dynama, zablokował Bąkiewicz. Castellani wziął czas i energicznie mobilizował swoich siatkarzy. Chwilę później Skra wyszła na prowadzenie 11:10. Następne piłki zespoły sprawiedliwie podzieliły między siebie i zrobiło się 13:12. Pełnia szczęścia w tym momencie wydawał się bliska. Niestety, trzy ostatnie punkty zdobyli gospodarze i odnieśli minimalne zwycięstwo 15:13 w secie oraz 3:2 w meczu.
Rezultat, choć mógł być lepszy, jest świetną zaliczką przed rewanżem w Bełchatowie. Dwa wygrane sety dają Skrze sporo zapasu i pozwolą na grę na pewnym luzie. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów wydaje się być dużo bliższy, niż zaraz po losowaniu, kiedy mówiło się, że Dynamo należy do drużyn będących poza zasięgiem nie tylko Skry Bełchatów.
Dynamo Moskwa - Skra Bełchatów 3:2 (25:21, 22:25, 25:23, 28:30; 15:13).
---
Powiedzieli po meczu:
Artur Popko, prezes Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej S.A.:
"Cieszy dobra gra mistrza Polski. Liga rosyjska uważana jest za drugą w świecie, po włoskiej, pod względem siły. PGE Skra przy odrobinie szczęścia mogła wygrać w sali rywala. Na pewno podobała się gra Michała Bąkiewicza. Przede wszystkim on i środkowi stanowili o sile mistrza Polski. Nie zostały wykorzystane wszystkie możliwości w ataku".
Konrad Piechocki, prezes Zarządu PGE Skra Bełchatów:
"Na pewno nie wyjdziemy na parkiet w Bełchatowie, żeby kombinować czy zastanawiać nad wynikiem. Będziemy chcieli pokazać naszym kibicom dobrą grę i pokonać rywala."



Imago





















