Siatkówka - Euro 2009
14/09/2009 - 22:42Bąkiewicz: Dla takich chwil - warto żyć!

- Jesteśmy przede wszystkim bardzo zadowoleni, że stworzyliśmy fajną, dobrze rozumiejącą się grupę - powiedział "złoty" Michał Bąkiewicz, na kilka godzin po przylocie do Polski.
Z Michałem Bąkiewiczem, przyjmującym reprezentacji Polski rozmawiał Piotr Grabka.
Zaraz po finale z Francją wszyscy zgodnie mówiliście, że nie dociera do Was to co się stało? A jak jest teraz?
Michał Bąkiewicz: Nie ukrywam, że po tym jak wylądowaliśmy dało się odczuć - i to bardzo – że zrobiliśmy naprawdę coś fajnego, i dla naszych wspaniałych kibiców i dla siebie. Bardzo się cieszymy i czujemy satysfakcję, że pokazaliśmy dobrą siatkówkę, a do tego nie pozwoliliśmy się ani razu pokonać.
Zrobiliście coś „fajnego” dla kibiców, a ci się Wam dziś odwdzięczyli. Powitanie jakie Wam zgotowali było chyba godne mistrzów?
Absolutnie tak. To są właśnie takie chwile, dla których warto żyć. Po to ciężko pracowaliśmy żeby teraz przeżywać co to się dziś wydarzyło. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że doczekaliśmy się – kolejny raz – takiego przyjęcia ze strony kibiców.
W Turcji zainteresowanie mistrzostwami było dużo mniejsze. Bardzo Wam to doskwierało?
Na szczęście na miejscu byli polscy kibice i dzięki nim nie czuliśmy się samotni.
Zrobiliście coś, co wcześniej jeszcze nikomu innemu się nie udało. Jakie to uczucie przejść do historii?
Jesteśmy przede wszystkim bardzo zadowoleni, że stworzyliśmy fajną, dobrze rozumiejącą się grupę. A jeżeli do tego dochodzą zwycięstwa to wszelkie drobne niesnaski odchodzą na bok.
Jechaliście do Turcji z nastawieniem, że liczy się tylko najbliższy mecz. A czy – już na miejscu – był taki moment, kiedy pomyślał Pan, że medal jest w Waszym zasięgu?
Dla mnie takim kluczowym spotkaniem był pojedynek z Hiszpanią. To wtedy w dużej mierze poczuliśmy, że jesteśmy w stanie awansować wstępnie do czwórki, a dalej to już wszystko jest możliwe.
Tak szczerze, ulżyło Wam po tym jak Francja pokonała w półfinale Rosję?
Według mnie Francuzi powinni wygrać to spotkanie 3:0, bo grali kapitalnie. Rosjanie natomiast zupełnie nie mogli poradzić sobie na początku z ich stylem. Z naszego punktu widzenia nie miało jednak znaczenia z kim zagramy w finale.
Zastanawiam się co działo się w Waszych głowach po tym, jak Piotr Gruszka wykończył piłkę meczową w meczu z Francją. W takich momentach w ogóle się o czymś myśli, czy jest jeden wielki szok?
Euforia, i tyle. Tak jak już wspomniałem, dopiero teraz – po wylądowaniu – dociera do nas, że zrobiliśmy coś naprawdę fajnego.
Do srebrnego medalu MŚ teraz dołożył Pan złoto ME. Czy któryś z tych krążków zajmie ważniejsze miejsce na półce?
Zdecydowanie nie. Każdy jest inny, ale każdy z nich smakuje tak samo dobrze.
Czy po występie w Turcji czuje Pan, że na dobre zerwał z opinią „najlepszego zmiennika świata”?
Przyznam się, że za bardzo nie przejmowałem się tego typu opiniami. W sumie to przecież komplement i powinienem się tylko z tego cieszyć (śmiech). Pod tym względem mogę też porównać oba medale. W Japonii wchodziłem jako zmiennik, więc mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że teraz czułem na swoich barkach większy ciężar. To jest fajna sprawa i w zasadzie tylko tym te medale się dla mnie różnią. A wracając do pytania. Cieszę się, że tak o mnie mówią, bo to zaszczyt. Z drugiej strony pokazałem, że potrafię też rozpoczynać spotkania w wyjściowej „szóstce” i nie wygląda to najgorzej.
Po takim początku Daniela Castellaniego z polską kadrą można chyba spodziewać się całego pasma sukcesów?
Powtórzę za Brazylijczykami: trudniej jest coś obronić niż to zdobyć. Proszę mi wierzyć, że przed każdym spotkaniem odczuwaliśmy duże ciśnienie, bo wiedzieliśmy jak duże są oczekiwania w kraju. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że po meczach śpimy po 3-4 godziny, tak ciężko jest nam opanować emocje. Chciałbym żeby o tym też pamiętano. Nasz zawód to nie jest łatwy kawałek chleba.
Czy już zawsze będzie Pan chętnie wracał do Turcji, przynajmniej myślami?
Na pewno tak. Przed mistrzostwami nikt by na nas nie postawił, że osiągniemy aż taki sukces. Zrobiliśmy tam kawał dobrej roboty.
Nie obawia się Pan, że po tak wielkim sukcesie może być ciężko wrócić do ligowej rzeczywistości?
Całe szczęście mamy prawie tydzień wolnego. Tyle dostaliśmy czasu na wypoczynek od trenera Skry Bełchatów Jacka Nawrockiego. Mam nadzieję, że zdołam się zregenerować - przede wszystkim psychicznie – i już od następnego poniedziałku trzeba wracać do roboty.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0