Mistrzowie Polski z Bełchatowa ponownie zawiedli w ważnym meczu. Przed ponad tygodniem na własnym parkiecie wprawdzie wygrali 3:2 i odgrażali się, że w rewanżu postarają się o następne zwycięstwo. Niestety, skończyło się tylko na słowach i na wyniku takim samym jak w grudniu w fazie grupowej, czyli na przegranej 0:3.
Podopieczni trenera Daniela Castallainego od początku czwartkowego meczu byli słabsi od Iskry w każdym elemencie gry. A warto dodać, że gospodarze wystąpili bez swojego lidera Brazylijczyka Giby.
Katastrofalnie wyglądała przede wszystkim gra w ataku Skry. Nasi zawondicy w żaden sposób nie mogli przebić się przez szczelny blok rywali i w całym spotkaniu mieli tylko około 30 % skutecznych ścięć. Mariusz Wlazły wyglądał na zmęczonego, ale pokaz nieudolności zaprezentował Dawid Murek.
Na dodatek bardzo słabo rozgrywał sprowadzony przed tym sezonem z Majorski, mistrz Europy, Hiszpan Miguel Valasca. Być może zespołowi z Bełchatowa w lepszej postawie przeszkodziła niedzielna wygrana w finale Pucharu Polski.
Za to gospodarze grali spokojnie i konsekwentnie. Świetnie atakowali skrzydłami, a nie do zatrzymania był Niemiec Johann Schöps. Chyba ani razu nie został zablokowany przez Polaków.
- Panowie, przecież nie przyjechaliśmy tutaj dograć tego spotkania do końca, ale wygrać – wydzierał się w trzecim secie drugi trener Skry Jacek Nawrocki.
Niestety, było jeszcze gorzej niż wcześniej. Tę partię goście przegrali 16:25, a wcześniejsze kolejno 20:25 i 18:25. Blamaż.
- Gospodarze zagrali dużo powyżej swojego normalnego poziomu. Przed meczem mówiliśmy, że każdy wynik jest możliwy i obie ekipy mają równe szanse na awans. Niestety, zagraliśmy w czwartek słabe spotkanie. Przegraliśmy w każdym elemencie gry, jednak o wyniku przesądziła doskonała postawa rywali w bloku i ataku, które u nas były wyjątkowo słabe. Jeśli ma się skuteczność na poziomie 30 procent, to nie można wygrać żadnego meczu, zwłaszcza w Lidze Mistrzów - mówił po meczu asystent Castellaniego. - Nie mogliśmy w zżaden sposób zatrzymać Schöpsa i środkowych Iskry. Jedne, co nam wychodziło, to tylko odbiór zagrywki - dodawał Nawrocki.
Szkoda, że Skra nie poszła za ciosem po wygranym dwumeczu 1/8 finału z Dynamem Moskwa. Przecież przed pierwszym spotkaniem z zespołem z rosyjskiej stolicy, ptraktycznie nikt nie dawał naszej ekipie szans na awans. Po porażce w Moskwie 2:3, na własnym parkiecie podopieczni Castellaniego rozbili Rosjan 3:1.
Wtedy uwierzyli, że mogą już pokonać każdego w Europie. Na dodatek wiary dodawał im także sukces z zeszłego sezonu. gdy zajęli w Lidze Mistrzów trzecie miejsce. Jak się okazało, tym razem srodze się przeliczyli.
W finale w Pradze, który zostanie rozegrany w dniach 4-5 kwietnia pozostaje nam kibicowie włoskiemu Banca Macerata z Sebastianem Świderskim i Istas Diatec Trentino z Michałem Winiarski i Łukaszem Żygadłą.
Przypomnijmy, że w środę odpadł Domex Tytan AZS Częstochowa. Mogliśmy mieć zatem dwa zespoły w Final Four, a nie mamy żadnego.
Iskra Odincowo - PGE Skra Bełchatów 3:0 (25:20; 25:18; 25:16)
I skra: Samsonyczew, Abramow, Kuleszow, Schöps, Kalinin, Astaszenkow, Werbow (libero) oraz Kowyrajew.
Skra: Falasca, Antiga, Możdżonek, Wlazły, Murek, Pliński, Gacek (libero) oraz Dobrowolski, Kurek, Jarosz, Bąkiewicz, Wnuk
- Także na ten temat



Imago





















