Z Anną Barańską, kapitan reprezentacji Polski, rozmawia Piotr Kwiatkowski
Za pięć tygodni mistrzostwa Europy, a za Wami występy w World Grand Prix. W jakim kierunku zmierza reprezentacja Polski?
Reprezentacja zmierza w bardzo dobrym kierunku. Po kiepskim występie w Kielcach odnotowałyśmy zwycięstwo z Japonią, ale przegrałyśmy z Tajkami, które były do pokonania. Na pewno kolejne turnieje wyglądały coraz lepiej w naszym wykonaniu. Było troszeczkę mniej błędów, jak to trener powtarza, własnych. Nad innymi elementami musimy jeszcze pracować, trzeba ustabilizować atak i przyjęcie. Jeżeli to zrobimy to wydaje mi się, że będzie bardzo dobrze.
Pierwsze mecze w reprezentacji w Monterrey czy w Turynie grałyśmy będąc jeszcze w formie z ligi z play-offów. Później, kiedy to wszystko zniknęło, trzeba było budować formę na nowo. Wtedy szło nam trochę gorzej. Stabilnej formy jeszcze nie ma. Mamy duże wahania. Dwa mecze zagramy rewelacyjnie i trzeci nam zupełnie nie wyjdzie. Nad tym teraz powinnyśmy najbardziej pracować.
Jerzy Matlak mówi, że bolączką tak męskiej, jak i żeńskiej siatkówki jest właśnie gra na przyjęciu. Zgodzi się Pani z tym?
Wydaje mi się, że nie tak do końca. W ostatnim czasie gra w tym elemencie była powyżej 50 około 60 procent, także to jest dosyć dobry wynik, a jeżeli nasza gra na przyjęciu jest zdecydowanie słabsza, to wydaje mi się, że trzeba poszukać lepszych przyjmujących.
Można już mówić o tym, że trzon reprezentacji się uformował?
Mi ciężko jest cokolwiek powiedzieć. To trener decyduje, jaki skład pojedzie na GP czy wystąpi w mistrzostwach Europy. Z tego, co wiem to w Szczyrku ma być te 16 maksymalnie 18 zawodniczek. Z tej grupy trener wybierze 12 - 14, która wystąpi w mistrzostwach Europy.
A jak współpracuje się z trenerem Matlakiem?
Specyficzny trener i człowiek. Chyba żadna z nas nie będzie ukrywać, że ma ciężki charakter aczkolwiek współpraca układa się dobrze. Nie ma żadnych konfliktów. Atmosfera w drużynie jest rewelacyjna. Jest dużo dziewczyn może nie nowych, ale takich, które w poprzednich latach grały mniej. Mamy młody, fajny zespół z charakterem. To jest w tej chwili najważniejsze.
Odczuwacie brak kilku doświadczonych zawodniczek, które wypadły ze składu?
Nie powiem, że nam ich nie brakuje. Były to oczywiście dziewczyny bardzo doświadczone i ograne w polskiej lidze czy reprezentacji, ale mamy to, co mamy i na razie nie będziemy za nikim tęsknić.
Sezon siatkarski jest ciężki. Skończyła się liga, zaczęła kadra. Jak pani znosi te obciążenia? Niektóre dziewczyny często powtarzają, że coś im dolega.
Na drobne urazy narzekamy wszystkie. Ale nad tym nie ma co się specjalnie rozwodzić. Wiadomo, że sezon jest wyczerpujący. Jeśli coś dolega to poddajemy się zabiegom, masażom. Trenujemy i gramy, żeby przygotować się do mistrzostw Europy.
Została Pani kapitanem drużyny. Jak Pani odebrała tę nominację?
Szczerze powiem, że nie spodziewałam się, że dziewczyny obdarzą mnie aż takim zaufaniem. Na pewno jest to miłe. Jest więcej obowiązków. Trzeba zdecydowanie więcej czasu poświęcić rozmowom z trenerem. Czy którakolwiek z nas dostałaby funkcję kapitana czy wice-kapitana albo „skarbnika klasowego” to dalej jesteśmy takimi samymi dziewczynami.
Czy fakt, że mistrzostwa Europy odbywają się w Polsce jest dodatkowym stresogennym czynnikiem, który będzie wpływać na waszą grę?
Jak najbardziej nie. Bardzo się cieszymy, że mistrzostwa są w Polsce i będziemy mogły zagrać przy własnej publiczności. Na te mecze przyjdzie więcej naszych rodzin, najbliższych przyjaciół, także wręcz przeciwnie jest to dodatkowa motywacja. Do tego nie trzeba będzie podróżować przez 30 godzin do Chin, tak jak ostatnio, co też jest plusem, bo nie dochodzi aklimatyzacja. Osobiście bardzo się cieszę, że te mistrzostwa są w Polsce, myślę, że niejedna koleżanka mnie w tym poprze.
Nie mogę o to nie zapytać, bo dosyć szerokim echem odbiła się decyzja Doroty Świeniewicz o rezygnacji z kadry. Jak odebrałyście całe wydarzenie?
Każda z nas miała swoje zdanie na ten temat. Byłyśmy bardzo zaskoczone decyzją Doroty. Dowiedziałyśmy się tuż po samym meczu w Kielcach. Musimy to uszanować. Dorota pewnie wiedziała, co będzie dla niej najlepsze.
Wiele mówiło się o tym, że wpływ na rezygnację Doroty Świeniewicz miały brzydkie, chamskie i wulgarne komentarze w Internecie na jej temat. A przypadkiem nie ma teraz takiego myślenia wśród innych dziewczyn, żeby sprawdzać, co tam piszą na tych głupich forach?
Jesteśmy na tyle doświadczonymi i mądrymi kobietami, że każda odpowiada za siebie. Nie wiem, które zawodniczki wchodzą na fora i czytają. Ja nie czytam na swój temat żadnych komentarzy, bo nie chcę. Tak, jak kiedyś powiedziałam, nie jest mądry ten, kto siedzi za komputerem i anonimowo coś pisze. Ciekawe, czy w cztery oczy mógłby podejść i to samo powiedzieć mi prosto w twarz. Cieszę się, jeżeli komuś moja gra się podoba. Niepochlebne wiadomości są wpisane w ten zawód. Jeden mecz wychodzi, inny nie. Jeśli jest dobrze, to wszyscy piszą „jest super, jest fajnie”, a jeżeli noga się powinie to pojawiają się niepochlebne opinie. Nie powinnyśmy się tym przejmować. Jest grono wiernych kibiców, którzy są z nami na dobre i na złe. Z nimi będziemy się trzymać.
Na zakończenie zapytam o klub. Występuje już Pani w polskiej lidze ładnych parę lat. Myśli Pani czasem o tym, żeby wyprowadzić się za granicę i spróbować zachodniej ligi? Może były jakiej propozycje?
Było dużo propozycji. Z roku na rok jest naprawdę sporo takich ofert. Ale ja jestem osobą bardzo rodzinną. Ciężko jest mi wyjeżdżać na tydzień czy dwa obozu w Polsce, a co dopiero za granicę. Kocham nasz kraj i jest mi tu dobrze. Mam tu rodzinę, przyjaciół i to jest najważniejsze. Jeśli sytuacja mnie zmusi to będę się zastanawiać.
Każdy chciałby grać w najlepszej lidze. Kocham siatkówkę, lubię w nią grać, ale są też inne priorytety i ciężko jest poświęcić wszystko, by wyjechać. Na razie nie czuję potrzeby zmiany otoczenia. Gram w dobrym klubie. Polska liga nie jest w cale taka słaba. Na razie mi to wystarcza.



Eurosport





















