- Dziś był odcinek, który poszedł mi bardzo dobrze! Pierwsze 200 kilometrów jechaliśmy po kamienistych drogach i wyschniętych korytach rzek. W tej części jeszcze nie złapałem dobrego tempa i straciłem 15 sekund do Juana Pedrero Garcia.W końcu zaczął się odcinek po piasku, na który czekałem. Było na nim dużo kolein i muld, z których się wyskakiwało. Na piasku już po 20 kilometrach nadrobiłem półtorej minuty nad Pedrero. Udało mi się wyprzedzić go i uciec.Dziś było bardzo gorąco, około 45 stopni. Większość zawodników miała problemy z gaźnikiem i u mnie też nie obeszło się bez przygód. Mój motocykl nie chciał wkręcać się na wysokie obroty i musiałem jechać na wyższym biegu. Podczas jazdy strasznie bolała mnie ręka. Spojrzałem na rękaw kurtki i spostrzegłem, że przebił go pięciocentymetrowy kolec, który zranił mnie w rękę. Mimo to nie zwolniłem i wyrwałem go podczas jazdy. Dziś było bardzo dużo krzaków i drzewek, więc pewnie o któreś musiałem zahaczyć- powiedział Przygoński.
- Drugą część po neutralizacji zacząłem szybko jechać. Do 20. kilometra było nieźle, a potem przesadziłem. Powinienem wolniej jechać. Motocykl mi się zagotował i na łatwym podjeździe, który powinienem pokonać na trzecim biegu, motocykl nie podjechał. Musiałem zawrócić, żeby rozpędzić się i podjechać. Ostudziłem motocykl jadąc przerywającym gazem. Potem sprzęt zaczął jechać normalnie, dogoniłem Krzyśka Jarmuża i jechałem za nim. Na 42. kilometrze skręciłem w prawo i pomyliłem drogę. Straciłem parę minut i tak dojechałem do mety - wyjaśniał za to Marek Dąbrowski, który zajął w czwartek 21. pozycję, a w klasyfikacji generalnej jest 15.



Eurosport





















