Były już reprezentant Polski w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" przyznał, że z nadziejami na uratowanie oka żegnał się już po pierwszej operacji w Lublinie.
Co z pana okiem, czy będzie pan na nie widział?
- Nie mam lewego oka. Jest całkiem ślepe i nie ma żadnych nadziei, że odzyskam w nim wzrok.
Czy to oznacza też, że kończy pan sportową karierę?
- Obecnie tak to wygląda. Piłka ręczna to szybki sport, trzeba błyskawicznie reagować, oceniać odległości, kierunki. Z jednym okiem byłoby to bardzo trudne, wręcz niemożliwe.
Jak pan się dowiedział o dramatycznej diagnozie?
- W środę, po drugiej operacji lekarz powiedział mi, że to koniec. Obrazowo przedstawił mi sytuację, powiedział co się stało z okiem i dlaczego nie będę na nie widział. Początkowo przeżyłem szok. Świadomość, że straciłem oko i prawdopodobnie nie będę mógł grać w piłkę ręczną była straszna.
Potrzebował pan pomocy psychologa?
- Nie, bardzo pomogło mi wsparcie bliskich. W Niemczech były ze mną moja dziewczyna i siostra. Najtrudniejszą rzeczą było przekazanie tej wiadomości moim rodzicom.
Pamięta pan moment doznania urazu w czasie meczu?
- Valčić podawał do kogoś piłkę. Zrobił to tak nieszczęśliwie, że jego palec znalazł się w moim oku. Od razu czułem, że jest bardzo źle. Widziałem, że maź, która ciekła na boisko to nie była krew, bo krew leciała mi już wiele razy i wiem jak wygląda. To było oko.
Jak pan zniósł psychicznie całą tę sytuację?
- Na pewno gorzej niż fizycznie, bo bólu to wielkiego nie czułem. Ale życie toczy się dalej, na pewno się nie załamię. Kiedyś zastanawiałem się nad tym, jak czuje się sportowiec, który z dnia na dzień musi zakończyć karierę. I powiem szczerze - myślałem, że będzie gorzej.
Więcej w sobotnim „Przeglądzie Sportowym"



Imago





















