Przepustki do Londynu zapewnią sobie dwie najlepsze drużyny. - Mimo co najwyżej średniego wyniku osiągniętego na mistrzostwach Europy, szanse awansu oceniam na duże - mówi komentator stacji Eurosport Jakub Pieczatowski.
- Najważniejsze jest to, że do składu powrócą zawodnicy, których w Serbii brakowało ze względu na kontuzje. Mam nadzieję, że w pełni formy będą bracia Lijewscy. Wróci Tomczak, Grabarczyk ma szanse wzmocnić defensywę, będzie nieobliczalny Rosiński, który potrafi wzmocnić drugą linię i celnie rzucić - podkreśla nasz ekspert.
Przez całe mistrzostwa w drużynie Bogdana Wenty nierówno grały wszystkie formacje. Gorsze momenty przeplatane były lepszymi lub nawet świetnymi. Na równym poziomie prezentowała się jedynie postawa naszych bramkarzy. Niestety na równym, irytująco niskim poziomie.
- Przede wszystkim wróci jednak do bramki Sławomir Szmal - cieszy się Pieczatowski. - Jego brak widać było najbardziej. Przez to jego kontuzjowane kolano potknęła się praktycznie cała kadra. Niestety ani Wichary, ani Wyszomirski nie byli w stanie go zastąpić.
- Przez nieudane początki meczów w Serbii od razu traciliśmy dystans do rywali i potem ta słaba skuteczność w bramce przekładała się nie tylko na to, co oczywiste, czyli wynik, ale też na zwiększony wysiłek graczy z pola. Musieli przecież więcej biegać, więcej z siebie dawać, żeby uzyskać nikłą wygraną czy nawet tylko remis - zwraca uwagę komentator.
Algieria, Hiszpania, Serbia...
Czterech chętnych na dwa miejsca dające awans na igrzyska. Choć przewidywanie czegokolwiek w sporcie zawsze przypomina wróżenie z fusów, to wydaje się, że z grona mających realne na wyjazd do Londynu można wykluczyć Algierię. - Bez owijania w bawełnę trzeba powiedzieć, że ta ekipa powinna być dostarczycielem punktów - przyznaje Pieczatowski.
- Hiszpania natomiast to bardzo niewygodny rywal. Po pierwsze wystąpią w roli gospodarza, choć według mnie Polacy nic nie będą sobie robić z tego, że grać będą przeciwko publiczności. Na co dzień występują w drużynach grających w europejskich pucharach. W kadrze nie raz mieli przeciwko sobie hordę nieprzyjaznych kibiców i potrafili sobie z tym poradzić - zapewnia nasz ekspert.
To jednak nie fanów najbardziej można się obawiać, ale tzw. gospodarskiego sędziowania. W piłce ręcznej jak w mało którym sporcie zespołowym wpływ arbitrów na wynik meczu może być ogromny.
- Sędziowanie pod gospodarzy? Niekoniecznie. Nie ma co z tym przesadzać - oddala obawy Pieczatowski, według którego ważniejsze będzie, na jaką formę dnia trafią Polacy w konfrontacji z gospodarzami turnieju eliminacyjnego.
- Warto za to przypomnieć, że Hiszpanie na mistrzostwach Europy zagrali świetnie w fazie grupowej, ale potem dwa najważniejsze mecze przegrali. Mieli też chwile dekoncentracji, jak w meczu z Duńczykami, gdzie w już po zakończeniu czasu w pierwszej połowie stracili bramkę z rzutu wolnego, co zdarza się bardzo rzadko w piłce ręcznej - przypomina.
- Tę chimeryczność i chwile dekoncentracji trzeba będzie umieć wykorzystać. Szanse w tym meczu, oczywiście na dzisiaj, oceniam na pół na pół - przekonuje.
Na papierze wydaje się, że najważniejszym spotkaniem będzie to z Serbią, bo to w nim - przy ewentualnej porażce z faworyzowaną Hiszpanią - powinny rozstrzygnąć się losy drugiego miejsca i wyjazdu na igrzyska.
- Serbia dała nam prztyczka w nos na mistrzostwach [Polska przegrała czterema bramkami na otwarcie turnieju]. Ich trener zapowiadał, że nas wciągnie nosem i jego słowa się niestety potwierdziły - przypomina Pieczatowski. - Są wicemistrzami Europy, ale jest to ich (jako oddzielnej reprezentacji) pierwsze osiągnięcie na tę skalę. Nie mają jednego lidera, choć to akurat siła tej drużyny. Jak nie pociągnie wyniku jeden, to można liczyć na innego. Zresztą tutaj można doszukać się podobieństw do naszej reprezentacji.
- Mimo przegranej w bezpośredniej konfrontacji na mistrzostwach uważam, że jesteśmy jednak mocniejsi od Serbów. Oni świetnie przygotowali się na te zawody, ale pytanie, jak długo są w stanie konsumować ten sukces - podkreśla Pieczatowski.
Uda się, bo to ostatnia szansa
Zważywszy na okoliczności i pamiętając o kolejnych traconych szansach, ewentualny awans na igrzyska byłby gigantycznym osiągnięciem reprezentacji Polski. Przecież przez pewien czas los biało-czerwonych spoczywał całkowicie w rękach innych ekip. Teraz mamy go z powrotem po swojej stronie, a od wyjazdu do Londynu dzielą nas zaledwie i aż trzy dobre mecze.
- Wszyscy mają świadomość, że wygrali los na loterii. Później, po turnieju w Hiszpanii, nie będzie już żadnej innej możliwości zapewnienia sobie wyjazdu do Londynu. Myślę, że nasi awansują na igrzyska - podsumowuje Pieczatowski.
TURNIEJ KWALIFIKACYJNY DO IGRZYSK OLIMPIJSKICH ODBĘDZIE SIĘ W DNIACH 6-8 KWIETNIA W HISZPANII. JUŻ TERAZ ZAPRASZAMY NA RELACJE TEKSTOWE NA EUROSPORT.PL
- Także na ten temat



Imago






















Zgadzam się z tym że Hiszpanie miewają czasem chwile słabości,inną sprawą że tych chwil jest mało.
Vamos!Opublikowane 02/02/2012 o godz. 13:59
Bo jeśli mowa o "irytująco niskim poziomie" bramkarzy to chyba nie w naszej kadrze...
No ludzie- Wichary wyciągał w kilku meczach beznadziejne piłki... BRAWO Pan PIECZATOWSKIOpublikowane 01/02/2012 o godz. 18:10