Hit Premier League zawisł na włosku, gdy na rozgrzewce główny arbiter złapał... grypę. W końcu mecz Aston Villa z Chelsea udało się rozpocząć, ale pierwszy gwizdek wybrzmiał z 20-minutowym poślizgiem. Sędzia Steve Bennett był minuty od rozpoczęcia spotkania, kiedy na rozgrzewce poczuł się tak, jakby złapał grypę. Dostał wysokiej gorączki i doszedł do wniosku, że nie będzie w stanie prowadzić meczu.
Gwizdek przejął od niego czwarty sędzia Kevin Friend, ale wtedy okazało się, że na stadionie nie ma sędziego technicznego. Gorączkowe nomen omen poszukiwania na szczęście zakończyły się powodzeniem i piłkarze mogli wreszcie zacząć grać.
Atmosfera grypy udzieliła się chyba bramkarzowi Aston Villi Bradowi Friedelowi, którego należy obwinić za stratę gola. W 15. minucie z ponad 30 metrów uderzył Didier Drogba, piłka skozłowała w polu karnym i wpadła prawie że po rękach Friedela. Jeszcze przed przerwą po rzucie rożnym idealnie przymierzył główką Richard Dunne i do przerwy utrzymywał się remis 1:1. Drużynę Carlo Ancelottiego pogrążył kilka chwil po wznowieniu gry James Collins.
Kilka godzin później Manchester United pokonał u siebie 2:1 Bolton Wanderers.



PA Sport 





















