Początek meczu w wykonaniu Sibiru był rzeczywiście piorunujący. Piłkarze z Nowosybirska, którzy przed 27. kolejką do następnej drużyny tracili sześć punktów, a do bezpiecznego miejsca osiem, rozłożyli na łopatki faworyzowanych rywali.
Kibice na stadionie przecierali oczy ze zdumienia, kiedy Ivan Nagibin w 3. minucie i Bartłomiej Grzelak w 6. minucie dali swojej drużynie zaskakujące prowadzenie 2:0.
Dopiero wyjazd na daleką Syberię pozwolił Grzelakowi odzyskać skuteczność. Notorycznie krytykowany w Legii napastnik tydzień temu trafił do siatki Dinama Moskwa. W sześciu meczach w rosyjskiej ekstraklasie strzelił trzy gole. Bramka z Zenitem udowodniła, że to lis pola karnego. Grzelak został w szesnastce i kiedy nadarzyła się okazja, spokojnie przerzucił piłkę nad wybiegającym bramkarzem.
Na tym pozytywne wiadomości dla kibiców Sibiru się skończyły. W 15. minucie był już remis. Gola kontaktowego strzelił Władimir Bystrow, a potem do swojej bramki piłkę wpakował francuski obrońca Steve Joseph-Reinette.
Zanim worek z bramkami dla Zenitu rozwiązał się na dobre, zaraz po przerwie bliski strzelenia drugiego gola w tym meczu był Grzelak. Polski napastnik potężnie przymierzył prawą nogą sprzed linii pola karnego, ale końcówkami palców bramkarz Zenitu wybił piłkę na rzut rożny.
Dramat gospodarzy dopełnił się między 61. a 66. minutą, kiedy goście trzy razy znaleźli drogę do bramki Wojciecha Kowalewskiego. Polaka pokonali Danny, Siergiej Siemak i Aleksandr Aniukow, ale w żadnej z tych sytuacji "Gibon" nie miał nic do powiedzenia.
Po dotkliwej porażce Sibir ma iluzoryczne szanse na utrzymanie się w lidze. Kowalewski zresztą już kilka tygodni temu zaczął rozmawiać z klubem na temat rozwiązania wygasającego w styczniu 2012 roku kontraktu. Możliwe, że do Polski będzie chciał też wrócić Grzelak.



Free





















