Niewiele jest takich spotkań w Europie, które wywołują skrajne emocje. Tak jest w przypadku derbów Glasgow. To już 387. w historii popularne Old Firm Derby. Przed meczem było jasne, że w przypadku zwycięstwa Rangersów, podopieczni Tony'ego Mowbraya praktycznie pożegnają się z szansami na zdobycie mistrzostwa. Innego zdania był prawy obrońca drużyny "The Bhoys", Andreas Hinkel. - Porażka była by czymś strasznym dla nas, ale nie zamyka nam bram do walki o mistrzostwo - mówił Niemiec. W kontekście tej wypowiedzi "Celtom" przydarzyła się rzecz straszna.
Jak przewrotna jest piłka pokazało właśnie spotkanie na Ibrox Park. Okazało się, że w roli głównej wystąpił Maurice Edu, który jeszcze w pierwszej połowie zmienił kontuzjowanego Lee McCullocha. 24-letni Amerykanin pokonał Artura Boruca dopiero w trzeciej minucie doliczonego czasu gry drugiej połowy.
Ale po kolei. Oczywiście na murawie stadionu przy 150 Edminston Drive mnóstwo było walki i piłkarze obu zespołów zostawili serducho na boisku. Najlepiej przekonał się o tym Scott Brown. Kapitan Celtiku nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy i pobił się z Kylem Laffertym za co, w 66. minucie gry otrzymał czerwoną kartkę.
Poświęćmy kilka słów postawie Artura Boruca. Polski bramkarz "biało-zielonych" do utraty gola spisywał się znakomicie. Momentami na murawie Ibrox widzieliśmy dawnego "Borubara". Najskuteczniejsi napastnicy Szkockiej Premier League nie mogli znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego golkipera Celtiku. Wydaje się, że Polak był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem gości tego popołudnia.
Dzięki 116. wygranej w historii potyczek obu drużyn w lidze szkockiej, podopieczni Waltera Smitha do siedmiu punktów zwiększyli przewagę nad zespołem "The Bhoys". Wiele wskazuje, że Rangersi mogą już szykować szampany, gdyż obrona tytułu mistrzowskiego stała się bardzo realna.



Eurosport





















