Mecz rozpoczął się bardzo źle dla "Celtów" i polskiego bramkarza w szczególności. Już w piątej minucie Boruc nienajlepiej interweniował przy strzale z dystansu Suso Santany i gospodarze przegrywali 0:1. Potem Polak spisywał się już znacznie lepiej jeszcze w pierwszej połowie dwukrotnie ratując drużynę przed stratą gola.
Nie zmieniło to faktu, że schodził do szatni wspólnie z kolegami z drużyny słysząc głośne gwizdy ze strony zawiedzionych kibiców na Celtic Park.
Podopieczni Tony'ego Mowbraya znacznie żwawiej zaczęli poruszać się dopiero po wznowieniu. Już pierwsze minuty drugiej połowy mogły przynieść wyrównanie. Wreszcie w 56. minucie Chris Killen, do którego kibice Celticu mieli największe pretensje przez większość meczu, wykorzystał dośrodkowanie Maloneya.
Koledzy Boruca dalej parli do przodu. Wiedzieli, że po wcześniejszym remisie Rangersów w wyjazdowym meczu z Kilmarnock tylko komplet punktów mógł dać im przodownictwo w tabeli. Wysiłki pewnie nie zostałyby należycie nagrodzone, gdyby nie błąd - jak się później okazało - obrońcy Hearts. Lee Wallace w ostatniej minucie meczu pozwolił piłce wyjść na rzut rożny. Chwilę potem dośrodkowanie na bramkę zamienił Glenn Loovens zapewniając Celticowi wygraną i pozycję lidera.
W następnej kolejce Artur Boruc i jego Celtic zagra na wyjeździe z mniej niż przeciętnym Saint Mirren Paisley. Rangersi natomiast zostaną sprawdzeni na swoim stadionie przez Aberdeen.



Imago





















