Smolarek nie spełniał pokładanych w nim nadziei w ubiegłym sezonie. Do Kavali przyszedł w grudniu, po czterech miesiącach bezrobocia. Przez kilka tygodni nadrabiał zaległości treningowe. Potem strzelił co prawda dwa gole Panathinaikosowi Ateny, ale nic więcej nie pokazał. A, że Kavala nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów, właściciele klubu postanowili redukować pensje piłkarzy.
Z klubu pozbyto się kilku czołowych zawodników, w tym Łukasza Sosina, który w styczniu podpisał kontrakt z Kavalą. Mówiło się, że odstrzelony będzie i Ebi, ale został w klubie. Działacze „Niebieskich Argonautów” chcą mu jednak obniżyć wysoki i tak kontrakt, bo Smolarek za sezon gry dostaje 600 tysięcy euro netto. Syn Włodzimierza się na to nie zgodził, więc trener Dragomir Okuka dostał zakaz zabierania go z zespołem na obóz przygotowawczy. Ebi spakował się więc i wyjechał do Holandii do narzeczonej i syna. Szuka nowego klubu, mówi się o ofertach z Chin.
- Ma jeszcze szanse dołączyć na zgrupowanie Kavali, ale musi zmniejszyć swoje żądania finansowe. Klub go chce, ale nie za taką kwotę - mówi nam osoba blisko związana z klubem.
Ale czy to zrobi? Kiedy Smolarek podpisywał kontrakt z Kavala, grecki menedżer Nikolaos Mintziviris przestrzegał: - Na miejscu Ebiego nie przychodziłbym do Kavali. Klubem rządzi jedna osoba, która w każdej chwili może odejść i wszystkich zostawić na lodzie. Makis ma w zwyczaju, że po wygranym meczu, gdy jest zadowolony, wpadnie do szatni i rzuci zawodnikom 50 tysięcy euro do podziału. Ale jak piłkarze go zawiodą, tydzień trzeba go szukać, by upomnieć się o pieniądze. W tym klubie nie ma bowiem czegoś takiego jak regularne pensje. Wszystko zależy od humorku właściciela. Jak Smolarek będzie dobrze grał, strzelał bramki, a Kavala wygrywała, to dostanie swoje pieniądze. Ale jak nie, będzie miał problem.
Jaki problem? Obecny właściciel Kavali, kiedy był jeszcze w AEK-u Ateny, był znany z tego, że umiał w danej chwili rozwiązać kontrakt z każdym piłkarzem. Siły perswazji używał przy pomocy… zastraszania i ośmiu ochroniarzy. Czy taki los właśnie spotka Ebiego?



Eurosport




















