W weekend zjednoczyła się nie tylko cała Polska, ale i świat. Większość obywateli składa wieńce, flagi narodowe, znicze. Polscy piłkarze, którzy grają w ligach zagranicznych, również oddali hołd Parze Prezydenckiej i ofiarom tragedii lotniczej pod Smoleńskiem.
Zarówno ja, jak i inni koledzy, którzy grają poza granicami kraju, cały czas pamiętamy o ojczyźnie. Byłem zszokowany, wstrząśnięty, gdy dowiedziałem się o tej tragedii. Kiedy przyjechałem do klubu, od razu przyszedł do mnie prezes. Złożył kondolencje, zapytał jak się czuje, czy może mi jakoś pomóc. Powiedziałem, że chce wyjść na poniedziałkowy mecz z Politehnicą w biało-czerwonej koszulce reprezentacji, oddać hołd ofiarom tej katastrofy.
Przeczytałem, że gdyby w klubie panu tego zabronili, w ogóle nie wyszedłby pan na sto spotkanie?
Bardzo zależało mi na tej koszulce. Na szczęście nie musiałem o to nawet długo prosić. Ponad to cała Steaua również zjednoczyła się z polskim narodem. Początkowo planowano zrobić przed meczem tylko minutę ciszy. Potem prezes postanowił jednak, że pozostali zawodnicy także wyjdą w specjalnych koszulkach. „Jesteśmy z narodem polskim” – tak brzmiał rumuński napis na tych T-Shirtach. Klub bardzo fajnie się zachował.
W meczu z Politehnicą nie zagrał pan ani minuty.
Trener podszedł do mnie przed meczem i powiedział, że pewnie moje myśli są teraz daleko, ciężko byłoby mi zagrać. Dlatego lepiej będzie jak usiądę na ławce.
Rzeczywiście nie byłby pan w stanie grać?
Byłbym, przecież jestem profesjonalistą. Początkowo myślałem, że zagram, zrobię wszystko, abyśmy wygrali i zwycięstwo dedykuje ofiarom tej tragedii. Trener zdecydował jednak inaczej. Szanuję jego decyzję i fajnie, że sam powiedział mi dlaczego mnie nie wystawi.
Mimo że po sezonie kończy się panu kontrakt w Bukareszcie i mówiło się, że w tym sezonie raczej pan nie pogra, wybiega pan na boiska, a i klubowi świetnie idzie, bo jesteście na drugim miejscu w tabeli.
Cieszy fakt, że jesteśmy tak wysoko. Mamy dobra passę – w ostatnich pięciu meczach tylko raz zremisowaliśmy, pozostałe spotkania wygraliśmy. Dzięki temu wzrosła nasza przewaga nad resztą stawki, bo do niedawna różnice między zespołami z czołówki były minimalne. Teraz mamy trochę oddechu, ale i tak tracimy do pierwszego CFR Cluj trzy punkty. Do końca rozgrywek pozostało siedem kolejek. Każdy mecze będzie teraz bardzo ważny, bo o mistrzostwo.
Dawno go w Steaule nie było.
Dokładnie, już cztery lata. Dlatego bardzo chcielibyśmy teraz wrócić na miejscy, które się temu klubowi należy. Teraz gramy derby Bukaresztu z Rapidem. To będzie ciężkie spotkanie, ale wierzę, że uda nam się wygrać i przybliżyć do celu.
Wspomnieliśmy, że po sezonie kończy się panu kontrakt. Wiem, że klub chciał go przedłużyć, ale złożyć kiepską ofertę i od razu ją pan odrzucił.
Nie pasowała mi, więc nie przyjąłem. Rozmów na razie nie kontynuujemy, ale umówiliśmy się, że spotkamy się jeszcze raz i pogadamy o tym po sezonie. Teraz chciałbym dokończyć rozgrywki. Myślę, że jeśli zdobędziemy mistrzostwo, to rozmowy z klubem mogą być ciekawe i zostanę w Bukareszcie. Jeśli nie, to na pewno odejdę.
Zimą chciało pana niemieckie Hoffenheim. Czy to właśnie najbliżej przejścia do tego klubu jest pan obecnie?
Nie ma sensu teraz spekulować, bo - tak jak powiedziałem - najważniejsze będzie to, które miejsce w tym sezonie zajmie Steaua. Mogę zdradzić, że już teraz mam dwie konkretne oferty. Nie powiem jednak na razie jakie, bo po co zapeszać. Jak już coś będzie pewne, to poinformujemy o tym razem z moim menedżerem Jarosławem Kołakowskim.
A Franciszek Smuda się do pana odzywał? Kiedy wraca pan do kadry?
Nie, nie mieliśmy żadnego kontaktu. Robię swoje, trenuje, gram w klubie. Mam nadzieję, że będzie mi dane do drużyny narodowej wrócić. Przecież gra z orzełkiem na piersi to marzenie każdego piłkarza. Tym bardziej, że zagrałem już 14 spotkań w kadrze, wiem jak to smakuje.



Eurosport





















