W 2005 roku ówczesny klub Robinho, Santos, stoczył długą walkę z Realem Madryt w sprawie pozyskania brazylijskiego snajpera. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia i za 24 miliony piłkarz przeniósł się na Santiago Bernabeu. Tam miał lepsze i gorsze chwile, ale zaskarbił sobie szacunek kibiców przede wszystkim... mało samolubną grą. W ciągu trzech sezonów w stolicy Hiszpanii, był trzecim najlepszym strzelcem zespołu (po Raulu i Van Nisterlooyu) i drugim najlepiej podającym, zaraz za Gutim. Jednak prezydent Ramon Calderon pomimo składanych obietnic, nie zgodził się na podwyżkę dla zawodnika, traktując go jako kartę przetargową w rozmowach z Manchesterem United, w sprawie pozyskania Cristiano Ronaldo.
Po prawie trzech latach i kompletnie nieudanej przygodzie z kolejnym klubem, Manchesterem City, Robinho wylądował w Serie A w zespole Milanu. - Tutaj czuję się jak w domu. Mam przyjaciół: Ronaldinho, Pato i Thiago Silvę. Cieszę się, że tu trafiłem - mówił tuż po podpisaniu kontraktu. - O City wolę nie rozmawiać - dodał. Ale okazuje się, że nie zapomniał również o swoich problemach z Realem, z którym dwukrotnie przyjdzie mu się zmierzyć w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
- Wiem, że nie zostanę dobrze przyjęty na Bernabeu, ale myślę, że gdy zdobędę gola to będę bardzo okazywał swoją radość - powiedział.
Teraz z pewnością Robinho może liczyć na bardzo "gorące" powitanie na stadionie drużyny z Madrytu. To, że piłkarz wybiegnie w podstawowym składzie Milanu w meczu z ekipą "Królewskich", jest niemal pewne. Kilka dni temu trener "Rossonerich" Massimiliano Allegri stwierdził, że zarówno on, jak i Ibrahimovic, Pato i Ronaldinho, mogą grać razem w pierwszej jedenastce.



Reuters






















Raczej idolowi a nie fanowi.Opublikowane 05/09/2010 o godz. 00:37
Dziekuj swojemu fanowi, którego to imieniem i nazwiskiem posługujesz się na tym serwisie.Opublikowane 04/09/2010 o godz. 16:46