W rozegranym tydzień temu meczu fazy grupowej Ligi Europa polscy kibice mogli przekonać się na własne oczy, że Juventus może jest słynnym i utytułowanym klubem, ale jest to zespół, któremu daleko do dawnej świetności, szczególnie, jeżeli chodzi o grę w defensywie. Potwierdziło się to w meczu z Palermo, gdyż gości z Sycylii podobnie jak poznaniacy zaaplikowali na Stadio Olimpico trzy bramki.
O sile ofensywnej gości w tym spotkaniu stanowiła trójka: Argentyńczyk Javier Pastore, Chilijczyk Mauricio Pinilla i Słoweniec Josip Ilicić. Po raz pierwszy ten magiczny trójkąt dał o sobie znać już w 2. minucie - do wbiegającego Pinilii świetnie podawał Ilicić, jego strzał obronił brankarz gospodarzy Marco Storari, ale przy dobitce Pastore nie miał nic do powiedzenia.
Wśród turyńczyków jedynie 36-letni Alessandro del Piero stwarzał w pierwszej części gry zagrożenie pod bramką świetnie spisującego się przez cały mecz Salvatore Sirigu. Zupełnie niewidoczny był za to partner z ataku, Fabio Quagliarella, który po przerwie nie pojawił się już na placu gry.
Właśnie jego i Pepe zastąpili Vicenzo Iaquinta i Amauri, którzy starali się wykorzystać swoje warunki fizyczne w polu karnym gości, w walce o górne piłki. Iaquincie udało się tego dokonać, ale dopiero w 87. minucie, gdy zdobył bramkę pocieszenia dla swojego zespołu.
Słabe to będzie jednak pocieszenie, gdyż wtedy na tablicy wyników widniał już szokujący rezultat 0:3! W 62. minucie Ilicić dobił uderzenie z dystansu Pastore, a pięć minut przed końcem meczu gola z dystansu zdobył środkowy obrońca gości Cesare Bovo. Stoper Palermo dobrze przymierzył z rzutu wolnego, ale spore pretensje w tej sytuacji można mieć do Storariego, który w sposób wybitnie niezdecydowany zbierał się do obrony tego uderzenia.
Juventus Turyn - Palermo 1:3 (0:1)
Bramka dla Juventusu: Iaquinta (87')
Bramki dla Palermo: Pastore (2'), Ilicić (62'), Bovo (85').
- Także na ten temat



AP/LaPresse





















