Przed każdym spotkaniem wszyscy kibice życzą sobie, aby sędzia był jak najmniej widoczną osobą piłkarskiego widowiska. Niestety nie da się tego powiedzieć o Gianluce Rocchim, który miał "przyjemność" prowadzić te derby. Pomijając fakt, że pałętał się on między piłkarzami (najpierw wpadł na niego Ronaldinho, a następnie przeszkodził on Wesleyowi Sneijderowi), to podejmował mocno kontrowersyjne decyzje.
Pierwszą niespodziankę przygotował on piłkarzom Interu w 27. minucie, kiedy to wyrzucił z boiska Sneijdera. Za co? Holender ostentacyjnie bił brawo, po jednej z decyzji sędziego. Być może rzucił jeszcze w stronę Rocchiego jakieś niecenzuralne słowo. Tylko to może usprawiedliwiać czerwoną kartkę dla byłego gracza Realu Madryt.
W żaden jednak sposób nie można wytłumaczyć tego, co szanowny pan Rocchi zrobił już w doliczonym czasie gry. David Beckham dosłownie z niecałego metra nastrzelił w polu karnym rękę Lucio. Co nastąpiło po tym? Jedenastka dla Milanu (to jeszcze ujdzie) i czerwona kartka dla obrońcy Interu (to już nie)! Znane przysłowie z oliwą w roli głównej przydało się tym razem. Julio Cesar w znakomitym stylu wygrał pojedynek z Ronaldinho.
Na szczęście podopieczni Mourinho nic za bardzo sobie nie robili, z co najmniej słabej dyspozycji sędziego. Jeszcze w pełnym składzie wyszli oni na prowadzenie po goli Milito.
Kiedy chwilę później z boiska wyleciał Sneijder, wydawało się, że Milan z zimną krwią to wykorzysta. Nic z tych rzeczy. Piłkarze Leonardo zawiedli dziś na całej linii, czego najlepszym obrazem była wspomniana już jedenastka egzekwowana przez Ronaldinho.
Rywali już w drugiej połowie dobił Goran Pandew. Macedończyk wykorzystał fakt, że przy wykonywaniu rzutu wolnego, na chwilę w krainie sennych marzeń znalazł się Dida. Brazylijczyk przez większą część meczu był jedynym zawodnikiem Milanu, który w pełni zasługiwał na pochwały, jednak w tej sytuacji się ewidentnie nie popisał. Strzał Pandewa daleki był od ideału, jednak wystarczyło to na podwyższenie, a zarazem ustalenie wyniku. I żeby nie było, że pan sędzia mylił się tylko na korzyść Milanu, rzut wolny, z którego padła druga dla gospodarzy bramka, został podyktowany za piękne i poruszające aktorstwo Maicona.
Przebieg tego spotkania, w połączeniu z decyzjami Rocchiego, coraz bardziej nakręcał Mourinho. Pod koniec spotkania dał on popis swoich "umiejętności", kiedy to wziął się za dyrygowanie kibicami swojej drużyny.
Dzieki temu zwycięstwu Inter powiększył przewagę nad drugim w tabeli Milanem do dziewięciu punktów. Co prawda podopieczni Milanu mają o jeden rozegrany mecz mniej, ale po tym, co pokazali w dzisiejszych meczach, nie można się spodziewać szybkiej pogoni za odwiecznym rywalem.



AFP





















