- Po śmierci mojego ojca wpadłem w depresję i tylko alkohol sprawiał, że czułem się lepiej. Szczęśliwy byłem tylko wtedy, kiedy byłem pijany dlatego nie mogłem przestać. Każdej nocy wychodziłem do klubów i piłem wszystko, bez znaczenia co to było: wino, whiskey czy piwo... dużo piwa - zdradza zawodnik.
Adriano przez pewien czas był idolem kibiców z San Siro. Dzięki swojej atletycznej budowie, potrafił przepchnąć niemal każdego obrońcę, a do historii przeszły jego potężne strzały. Dlatego fani "Nerazurrich" nadali mu przydomek "Imperator". Jednak z każdym kolejnym sezonem było coraz gorzej. Piłkarz grał słabiej, a po śmierci ojca stale wyjeżdżał do Brazylii i bez zgody klubu, przedłużał sobie wakacje. Mimo wszystko, był najlepiej zarabiającym zawodnikiem Interu po Zlatanie Ibrahimovicu.
- Ludzie myślą, że byłem głupcem rezygnując z wielkiego kontraktu, ale prawda jest taka, że żadne pieniądze nie są w stanie wynagrodzić ci straty kogoś bliskiego. Miałem mniej pieniędzy, ale kupiłem szczęście - napastnik tłumaczy, dlaczego postanowił wrócić na stałe do Brazylii.
- Przyjeżdżałem pijany na każdy trening. Nie spałem, bo bałem się, że spóźnię się na zajęcia, ale i tak przyjeżdżałem nietrzeźwy. Oni (Inter) kazali mi wrócić do domu i porządnie się wyspać a dziennikarzom mówili, ze miałem problemy z np. mięśniami - zdradza.
Adriano nie należał do faworytów poprzedniego szkoleniowca Interu Roberto Manciniego i zamiast grać, siadał na ławce. Piłkarz przyznaje, że to jego wina.
- Nie mogłem przestać pić i sytuacja zrobiła się na tyle zła, że wdawałem się w bójki z trenerem Roberto Mancinim i musiałem odejść - mówi.
Brazylijczyk został wypożyczony do Sao Paulo. Już w debiucie zdobył dwie bramki i kibice ruszyli do sklepów, by kupić jego koszulki. Jednak piłkarz nie potrafił poradzić sobie z nałogiem i wrócił do Mediolanu wcześniej niż planowano. Dyrektor sportowy Sao Paulo Carlos Augosto de Barros uznał, że Adriano rozbija zespół.
- Sądziłem, że poradziłem sobie ze wszystkimi problemami, ale szybko wróciłem do nałogu, tyle tylko, że nie miałem już nikogo, z kim mógłbym o tym porozmawiać. Więc piłem jeszcze więcej. Ponownie zaczęły się imprezy, kobiety i alkohol - powiedział wychowanek Flamengo.
Wszystko miało się zmienić, kiedy zespół objął Jose Mourinho. Portugalczyk był wielkim fanem Adriano i wystawiał piłkarza w pierwszym składzie. Ponownie, początek był udany, ale im dalej, tym słabiej. Alkohol pogrążył Adriano. W Interze mieli go dość.
- Klub nie mógł tego zaakceptować i nikt nie wierzył w mój powrót do formy. Przepraszam Mourinho, który wykłócał się z dyrektorami Interu, próbując przekonać ich, by zostawili mnie w drużynie - zakończył zawodnik, który w 123. meczach dla Interu strzelił 48 goli.
Obecnym klubem 27-letniego piłkarza jest Flamengo. Kibice go uwielbiają, choć sam zawodnik sprawia poważne problemy. Zamiast wracać z meczu razem z drużyną woli... podróż prywatnym samolotem. Często spóźnia się na treningi i krytykuje decyzje podejmowane przez klub. Jest jednocześnie najlepszym strzelcem zespołu, dzięki czemu ma miejsce w reprezentacji Brazylii i istnieje duża szansa, że pojedzie na przyszłoroczne mistrzostwa świata w RPA.



Imago





















