Angielska Federacja Piłkarska nałożyła bowiem na Southampton karę 10 punktów z powodu bankructwa klubu, tym samym degradując go do League One. Marek Saganowski już zapowiedział, że opuszcza tonący okręt. - Przed moim menedżerem gorący okres - przyznaje "Sagan", który teraz nie marzy o niczym innym niż o urlopie.
Z Markiem Saganowskim, 30-krotnym reprezentantem Polski, rozmawia Paweł Drażba
Najlepszy marynarz opuszcza okręt?
- A tam najlepszy. No ale, niestety, chyba będę musiał opuścić klub. Southamptonu nie stać, aby mnie utrzymać. Poza tym mam wyższe aspiracje niż trzecia liga angielska. Chciałbym pograć jeszcze kilka lat na wysokim poziomie.
Wydawało się, że może być Pan zbawcą Southamptonu. Strzelał Pan jak na zawołanie, zaczęliście wygrywać.
- Kara 10 punktów nas jednak przybiła i sprawiła, że utrzymanie nie było już możliwe. Myślę, że gdyby nie to, byłaby wielka szansa utrzymania w The Championship. Ale teraz nie ma co gdybać, bo to i tak nic nie zmieni.
Dzień przed ostatnim ligowym meczem z Nottingham Forest (1:3) pojawiły się informacje, że po sezonie opuszcza Pan Southampton. I w tym meczu Pan nie zagrał. Dlaczego?
- Po rozmowie z trenerem doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu, abym grał w tym spotkaniu. Wiedzieliśmy, że już spadliśmy, więc szkoleniowiec chciał dać szansę gry zawodnikom, na których będzie mógł liczyć w następnym sezonie. A ja odchodzę.
W angielskich mediach pojawiły się jednak głosy, że nie zagrał Pan za karę, że odchodzi.
- Bzdura. Naprawdę nie było już sensu, abym grał.
Z problemami finansowymi Southampton zmagał się od dłuższego czasu. Zawieszano najlepszych zawodników, nie pozwalano im grać. Pan odszedł wtedy z tego powodu na wypożyczenie do Aalborga.
- Odszedłem i nie żałuję. Poznałem nowy kraj, po raz pierwszy w życiu zagrałem w Lidze Mistrzów. Ale poziom ligi w Danii jest słabszy niż w Anglii, dlatego z przyjemnością i wielkimi nadziejami wracałem na Wyspy. Szkoda, że spadliśmy. Ale na osłodę dostałem od kibiców miły prezent. Dwa razy z rzędu wybrali mnie na najlepszego zawodnika miesiąca, a jedna z moich bramek zwyciężyła w plebiscycie na najładniejszą w sezonie 2008/2009.
Pożegnał się już Pan z zespołem?
- Pożegnałem. Co prawda pożegnania nigdy nie należą do najprzyjemniejszych rzeczy, ale trzeba podejmować nowe wyzwania. Mój czas w Southamptonie dobiegł końca. Zawsze miło będę jednak wspominał pobyt na Wyspach.
Co dalej?
- Jak wspomniałem, urlop. Muszę nabrać sił przed nowym sezonem. A gdzie zagram? Nie wiem. Dostałem już kilka propozycji z różnych europejskich klubów, lig. Wśród nich są również oferty z Polski. Na razie jednak za wcześnie, by mówić o szczegółach. Przed moim menedżerem Jarosławem Kołakowskim gorący okres. Musi popracować nad dobrymi ofertami, a wtedy coś wybierzemy.
Bardziej Polska czy bardziej zagranica?
- Bardziej... urlop teraz.
Nie mogę nie zapytać o reprezentację. W ostatnich dwóch meczach biało-czerwonych zdobył Pan dwie bramki. Nastroje chyba jednak najlepsze nie są, bo nasze szanse na mundial się zmniejszyły.
- Nasza grupa jest bardzo wyrównana. Każdy może tak naprawdę wygrać z każdym. Nie jest jeszcze przesądzone, kto awansuje. Pewne jest jedno - my już swój limit błędów wykorzystaliśmy. Na żadne wpadki nie można sobie pozwolić. Wszyscy ciągle wierzymy w awans.



Imago





















