Piłka nożna - Puchar Polski
17/03/2010 - 19:20Kasperczak wrócił, a Wisła swoje

Henryk Kasperczak nie zaliczy do udanych powrotu na ławkę Wisły Kraków. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski "Biała Gwiazda" bezbramkowo zremisowała Lechią w Gdańsku. To już czwarte spotkanie z rzędu, w którym mistrzowie Polski nie potrafią znaleźć drogi do bramki rywali.
Pogrążeni w kryzysie wiślacy jechali na Wybrzeże w bojowym nastawieniu. Nowy-stary trener, Henryk Kasperczak to okazja do pokazania się i przełamania niechlubnej passy. - To dla nas będzie dobra okazja, żeby się przełamać i strzelić bramkę. No i przede wszystkim, żeby zagrać wreszcie dobry mecz - mobilizował siebie i partnerów przed spotkaniem Paweł Brożek.
Jak się okazało, podopieczni Tomasza Kafarskiego to za wysokie progi dla Wisły. Konfrontacje obu zespołów to zawsze nie lada gratka dla kibiców, którzy od wielu lat pozostają w "zgodzie". Mecz przyjaźni na dobrze przygotowanym boisku przy ulicy Traugutta w Gdańsku mimo wszystko nie zachwycił. Okazji bramkowych było jak na lekarstwo, ale po kolei.
W pierwszej połowie najlepsze sytuacje mieli bracia Brożkowie. Co ciekawe, to grający w obronie Piotr mógł pokonać Pawła Kapsę, ale górą z pojedynku wyszedł golkiper biało-zielonych. - Zabrakło skuteczności. Ktoś może powiedzieć, że nie strzeliliśmy bramki, ale ja dodam, że także nie straciliśmy. Wynik jest sprawiedliwy - powiedział na pomeczowej konferencji "Henri" Kasperczak.
Druga część spotkania rozpoczęła się od "popisów" Mariusza Pawełka. Niewiele brakowało, a po błędzie, obchodzącego 29. urodziny, bramkarza mistrzów Polski gospodarze zdobyliby prowadzenie. Bardzo aktywny w drugich 45 minutach gry był Tomasz Dawidowski. Były zawodnik Wisły Kraków chciał pokazać, że za wcześnie się go pozbyto z "Białej Gwiazdy".
Do końca wynik nie uległ zmianie. Piłkarze z Krakowa nie potrafią pokonać bramkarza rywali już od czterech meczów. Sytuacje próbował tłumaczyć i łagodzić Henryk Kasperczak. - Mamy wielu kontuzjowanych zawodników. Muszę pochwalić Lechię za dobrą organizację gry - mówił trener Wisły. Zadowolony po końcowym gwizdku był opiekun gospodarzy, Tomasz Kafarski. - To było typowe pucharowe widowisko. Nastawiliśmy się na zagęszczenie środka pola gry i ataki z kontry - przyznał 35-letni szkoleniowiec Lechii.
Spotkanie rewanżowe odbędzie się 23 marca w Krakowie.
Lechia Gdańsk: Paweł Kapsa - Krzysztof Bąk, Hubert Wołąkiewicz, Sergejs Kozans, Rafał Kosznik - Karol Piątek (69. Paweł Nowak), Łukasz Surma, Olegs Laizans (81. Marcin Pietrowski) - Marcin Kaczmarek (76. Paweł Buzała), Tomasz Dawidowski, Ivans Lukjanovs.
Wisła Kraków: Mariusz Pawełek - Pablo Alvarez, Marcelo, Arkadiusz Głowacki, Junior Diaz - Andraz Kirm (46. Wojciech Łobodziński), Radosław Sobolewski, Tomas Jirsak (76. Krzysztof Mączyński), Piotr Brożek - Paweł Brożek, Georgi Hristow (66. Rafał Boguski).
Po meczu powiedzieli:
Henryk Kasperczak (trener Wisły): Remis jest sprawiedliwym wynikiem. Zdecydowanie lepiej zagraliśmy w pierwszej połowie, w której stworzyliśmy dwie bramkowe sytuacje, ale ponownie chłopakom zabrakło skuteczności. Po przerwie spisywaliśmy się słabiej, ale była w tym spora zasługa gospodarzy, których chciałbym pochwalić za bardzo dobrą organizację gry. Gdańszczanie skutecznie przeszkadzali nam w konstruowaniu akcji i wymusili wiele strat. Zresztą w drugiej połowie chyba żadna z drużyn nie wypracowała sobie dogodnej okazji. Chciałbym jeszcze podkreślić, że kilku naszych podstawowych piłkarzy jest kontuzjowanych.
Tomasz Kafarski (trener Lechii): - Zgadzam się, że ten rezultat nie krzywdzi żadnej z drużyn. Nie chcieliśmy grać z Wisłą otwartej piłki. Zdecydowaliśmy się zagęścić środek pola i nastawić na ataki z kontry. Nie liczyłbym na razie celnych strzałów, bo w Krakowie może oddamy jedno, ale za to złote uderzenie. Uważam, że awans do półfinału jest sprawą otwartą. Do przerwy jest przecież 0:0 i teraz na rewanż jedziemy z zadaniem strzelenia przynajmniej jednej bramki.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 3 z 3