Na poprzednich mistrzostwach Afryki, przygoda Nigerii w turnieju zakończyła się na ćwierćfinale. Pogromcami "Super Orłów" okazali się wtedy piłkarze... Ghany! Nie było więc nic dziwnego w tym, że pierwszy półfinał PNA 2010 miał być rewanżem ekipy prowadzonej przez Shuaibu Amodu.
Ghana, która przyjechała do Angoli w mocno osłabionym składzie (m.in. bez Johna Mensaha, Sulleya Muntariego oraz Michaela Essiena, który nabawił się kontuzji w trakcie turnieju) nie była traktowana w roli faworyta przed tym meczem. Więcej szans przyznawano "Super Orłom".
Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna od przypuszczeń bukmacherów. W 21. minucie decydującą o awansie bramkę zdobył Asamoah Gyan. Napastnika Rennes nie upilnował w polu karnym Obinna Nwaneri, a ten popisał się kapitalną główką.
Nigeryjczycy, pomimo tego, że zaszli tak wysoko, nie zachwycali swoją grą przez cały czempionat. Tak było i tym razem. Żaden z tak uznanych napastników jak Obafemi Martins, Peter Odemwingie czy Yakubu Aiyegbeni, nie potrafił znaleźć sposobu na czujnego Richarda Kingsona. Zwłaszcza ten pierwszy nie umiał odnaleźć się w polu karnym rywali.
- Zabrakło nam szczęścia, nie prezentowaliśmy się dziś źle. Za dużo jednak było indywidualnych popisów niż gry zespołowej - powiedział po meczu Odemwingie.
W drugim półfinale (o 20.30) Egipty zmierzy się z Algierą. Relację tekstową z tego spotkania będziecie mogli śledzić na eurosport.pl.
- Także na ten temat



Reuters





















