- Skromne, ale zasłużone zwycięstwo Egipcjan. To była najlepsza drużyna tego turnieju, strzeliła najwięcej bramek, statystyki jednoznacznie przemawiały za nimi - komentował ekspert Eurosportu i były selekcjoner afrykańskich reprezentacji Henryk Kasperczak.
Egipt nie ma konkurencji w Afryce, choć na mistrzostwa świata do RPA nie zdołał się zakwalifikować. Wszystkie tegoroczne plany podporządkowane były zatem Pucharowi Narodów Afryki. Na turnieju w Angoli "Faronowie" zaprezentowali się znakomicie. W sześciu meczach odnieśli sześć zwycięstw, notując fenomenalny bilans bramkowy 15:2.
Finał na stadionie w Luandzie rozczarował. Jakby przeczuwali to kibice, którzy nie zapełnili go nawet w połowie. Drużyna Angoli, która jako jedyna gwarantowała pełne trybuny, odpadła sporo wcześniej w ćwierćfinale.
Z racji wcześniejszych wyników zdecydowanym faworytem byli Egipcjanie, ale na boisku nie było tego widać. Ghana zaskoczyła rywali zdyscyplinowaniem taktycznym, a "Faraonowie" wydawali się zaskoczeni takim przebiegem. Świetne przygotowanie reprezentacji "Czarnej Gwiazdy" nie przekładało się jednak na okazje bramkowe.
Tych po obu stronach boiska trudno było wypatrywać. Stuprocentowych okazji nie było przez cały mecz, a jedyne strzały były z dalszej odległości. W drużynie Ghany wyróżniał się Asamoah Gyan, ale tak jak kolegom brakowało mu skuteczności i postawienia kropki nad i.
Tę kropkę nad i udało się za to postawić dżokerowi w egipskiej talii Nagy Gedo. 24-letni napastnik przez cały Puchar Narodów Afryki był zaledwie rezerwowym, ale wywalczył koronę króla strzelców! Imprezę zakończył z pięcioma trafieniami.
Gola na wagę zwycięstwa w Angoli strzelił w 85. minucie, gdy wszyscy szykowali się na dogrywkę. Gedo pojawił się na boisku zaledwie kwadrans wcześniej, ale jeszcze raz potwierdził, że świetnie dogaduje się z resztą zespołu. W finale załatwił Egipcjan wspólnie z Mohamedem Zidanem. Podanie z klepki Gedo zakończył precyzyjnym uderzeniem na długi słupek.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni. To nie był łatwy mecz, ale pokazaliśmy wielkiego ducha zespołu. Walczyliśmy jak diabły, byliśmy pewnych swoich umiejętności - mówił z zadowoleniem Mohamed Zidan, który specjalnie na finał wygolił sobie z boku głowy tatuaż: kocham piłkę.
- Także na ten temat



Getty Images




















