Meczu na Anfield nie będzie miło wspominał pomocnik gości, Liam Bridcutt (na zdjęciu poniżej). Wychowanek Chelsea dokonał rzadkiej sztuki, dwukrotnie w jednym spotkaniu pokonując własnego bramkarza! Najpierw znalazł się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze tuż przed przerwą. W zamieszaniu pod bramką niefortunnie wpakował piłkę do własnej bramki. Drugiego "swojaka" zanotował w 71. minucie. Był to gol na 4:1.
Żeby było ciekawiej, prowadzenie Liverpoolu podwyższył chwilę później... kolega Bridcutta z drużyny, Lewis Dunk!
Szaleństwa ciąg dalszy. Na 10 minut przed końcem rzut karny, wykonywany przez Luisa Suareza, obronił Peter Brezovan. Szybko na forach pojawiły się docinki, że egzekutorem powinien być w tej sytuacji... Bridcutt. Nie mający ostatnio najlepszej prasy Suarez zdołał jednak wpisać się na listę strzelców. Uczynił to w 85. minucie, ustalając wynik spotkania.
BREZOVAN BRONI RZUT KARNY (WIDEO)
Oprócz Urugwajczyka z graczy Liverpoolu gole strzelili Martin Skrtel i Andy Carroll. Honorowe trafienie gości było autorstwa Kazengi LuaLua.
Wracając do trzech goli samobójczych w jednym meczu, poprzednio taka sytuacja przytrafiła się drużynie Hannoveru 96 w spotkaniu z Borussią Moenchengladbach (porażka H96 3:5 w 2009 roku, w tym dwa "samobóje" Karima Haggui) oraz MVV Maastricht w konfrontacji z PSV Eindhoven (porażka MVV 1:8 w 1989 roku).
GOLE Z MECZU (WIDEO)
Wyniki niedzielnych spotkań Pucharu Anglii:
Crawley - Stoke 0:2
Stevenage - Tottenham 0:0
Liverpool - Brighton 6:1
- Także na ten temat



Reuters






















Wiesz ,Arsenal juz w tym sezonie pokazal ,ze mozna ,a mianowicie z Blackburn 4:3.Opublikowane 19/02/2012 o godz. 20:52