Po meczu z Bayernem Tevez tłumaczył m.in., że został źle zrozumiany, ale na jego niekorzyść przemawiają jednak ustalenia ekspertów. Wszystko wskazuje na to, że piłkarz rzeczywiście odmówił wyjścia na murawę. W momencie, gdy jeden z członków sztabu szkoleniowego podszedł do Argentyńczyka, ten stwierdził: "Nie, zostaw mnie w spokoju. Powiedziałem nie". Następnie rzucił przekleństwo.
W innym fragmencie Tevez wydaje się mówić: "Cóż, kogo to obchodzi. Nie zamierzam. Powiedziałem, że nie".
Później argentyński napastnik z gestem rozpaczy zwrócił się po hiszpańsku do swojego rodaka Pablo Zabalety, który siedział obok: "Widzisz, o czym mówiłem?". Nie wiadomo, czy chodzi o to, jak prezentują się koledzy, czy próbuje wytłumaczyć koledze swoją sytuację.
Zabaleta nie odpowiada, ale nagranie sugeruje, że będzie on wspierał kolegę.
Wszystko wskazuje na to, że Zabaleta był zły na Manciniego z jakiegoś powodu i ostro odpowiedział trenerowi. Kiedy jeden z członków sztabu podszedł do piłkarza z Argentyny i uderzył go lekko w twarz, by go uspokoić, Zabaleta nie wytrzymał i wypalił w języku angielskim: "Odp... się".
Mancini mówił później, że ostra wymiana zdań z Zabaletą wyniknęła z tego, że szkoleniowiec sądził, że Zabaleta powiedział coś w obronie Teveza. - Z Pablo popełniłem błąd - przyznał Mancini po meczu. - Rozmawiałem z nim i wszystko jest wyjaśnione.
Na koniec tekstu dziennik poinformował, że Carlosa Teveza może zimą spróbować pozyskać Anży Machaczkała.
TAK TO WYGLĄDAŁO (WIDEO)



PA Photos






















Popraweczka mała. My "zeszliśmy na psy".
CzołemOpublikowane 02/10/2011 o godz. 09:24