O tym meczu można by pisać i pisać. Pojedynek na White Hart Lane to nie tylko trzy zdobyte gole i rozstrzygnięcie wyniku w doliczonym czasie gry. To także Martin Skrtel trafiający do bramki przeciwnika i swojej, przestrzelony karny przez Jermaina Defoe, parady i błędy bramkarzy, czy aż cztery kontuzje odniesione przez piłkarzy obu drużyn w ogniu ligowej walki.
Ostatni cios w niedzielne popołudnie należał do Aarona Lennona. Szybki jak błyskawica skrzydłowy "Kogutów", w trzeciej z pięciu minut doliczonego czasu, wbiegł przed lewego obrońcę "The Reds" Paula Konchesky'ego i wykorzystał zgranie piłki przez Petera Croucha. Lennon, u którego często technika nie idzie w parze z przyspieszeniem, świetnie przyjął piłkę i nie dał szans Pepe Reinie na skuteczną interwencję. Spokoju, jaki zaprezentował w tej sytuacji strzelec decydującego gola, zabrakło w 59. minucie jego partnerowi z zespołu Jermainowi Defoe. Reprezentant Anglii po raz kolejny przestrzelił w ostatnim czasie z 11. metrów, tym razem nie trafił w bramkę, gdy arbiter podyktował rzut karny za zagranie ręką Davida Ngoga.
Zanim Lennon rozstrzygnął o wyniku meczu, to jedynie Martin Skrtel znajdował sposób na umieszczenie piłki w siatce. Słowak otworzył wynik spotkania w 42. minucie, wykazując najwięcej sprytu w podbramkowym zamieszaniu, po rzucie wolnym egzekwowanym przez Raula Meirelesa. Do tej samej bramki trafił w 65. minucie, problem w tym, że wtedy była już ona broniona przez Reinę. Środkowy obrońca Liverpoolu starał się w tej sytuacji przeciąć dośrodkowanie szarżującego w polu karnym Luki Modricia, uczynił to jednak na tyle nieszczęśliwie, że zupełnie zmylił tym hiszpańskiego golkipera. Słowak jest drugim piłkarzem "The Reds" w historii występów w Premier League, który w jednym meczu pokonał bramkarza swojego i przeciwnego zespołu. Pierwszym była legendarny skrzydłowy John Barnes, który w sierpniu 1995 roku także w pojedynku z "Kogutami" popisał się takim wyczynem. Wtedy jednak zespół z miasta Beatlesów zwyciężył w Londynie 3:1.
SKRTEL TRAFIA DO BRAMKI GOMESA!
SKRTEL TRAFIA DO BRAMKI REINY!
Stracone punkty to nie jedyne zmartwienie trenera Liverpoolu Roya Hodgsona. David Ngog i Jamie Carragher z powodu kontuzji przedwcześnie opuścili boisko w trakcie trwania drugiej połowy i zwłaszcza kontuzja doświadczonego defensora wyglądała na poważną. A kilka minut po zakończeniu spotkania piłkarze i trenerzy "The Reds" dowiedzieli się, że w trzeciej rundzie Pucharu Anglii los przydzielił ich do Manchesteru United. Spotkanie zostanie rozegrane w drugi weekend stycznia 2011 roku.
Znacznie łatwiejszego przeciwnika wylosował Tottenham, gdyż rywalem zespołu Harry'ego Redknappa będzie lepszy z pary Charlton - Luton. Jednak także ten szkoleniowiec musi sobie radzić z kontuzjami kolejnych graczy. Tym razem już w pierwszej części gry zmuszony był do zdjęcia z boiska Rafaela van der Vaarta i Younesa Kaboula, którzy wydłużą i tak już przedstawiającą się imponującą listą niedysponowanych "Kogutów".
Tottenham Hotspur - Liverpool FC 2:1 (0:1)
Bramki dla Tottenhamu: Martin Skrtel (samobój - 65 min.), Aaron Lennon (90+ min.)
Bramka dla Liverpoolu: Martin Skrtel (42 min.)
- Także na ten temat
- Więcej informacji



Getty Images
























czemu na LFC mówicie "zespół z miasta Beatelsów" a na Everton nieOpublikowane 28/11/2010 o godz. 21:22
tak być nie może, jednak teraz tylko czekać do stycznia na transfery!
i kiedy zwolnią tego trenera, co fartownie osiągnął coś z Fulham?Opublikowane 28/11/2010 o godz. 20:32
co za dzień ...Opublikowane 28/11/2010 o godz. 19:32