To już kolejny mecz, w którym polski bramkarz, wygląda niepewnie i po prostu gra słabo. Gdy byłaby mowa o jednorazowej wpadce można by zrzucić kiepski mecz na wypadek przy pracy. Jednak w przypadku Łukasza Fabiańskiego liczba zawalonych meczów rośnie proporcjonalnie do jego występów w Arsenalu. Jeszcze trochę i Polak uchodzić będzie za kiepskiego zawodnika, a do Arsenalu przychodził z Legii z mianem wielkiego talentu.
Przed rokiem błąd polskiego bramkarza kosztował jego drużynę odpadnięcie w półfinale FA Cup z Chelsea (porażka 1:2). Parę miesięcy później "Fabian" zawalił mecz ze Stoke City. Gospodarze tamtego spotkania 4 rundy Pucharu Anglii wygrali 3:1, a były zawodnik Legii Warszawa miał swój "udział" przy dwóch trafieniach graczy Stoke. Najgłośniej o wątpliwej jakości popisach Fabiańskiego było przy okazji dwumeczu w Lidze Mistrzów z Porto.
Niestety i tym razem Polak dorzucił swoje trzy grosze do wygranej rywali. Do 80. minuty nic nie zapowiadało katastrofy. "Fabian" poprawnie spisywał się w bramce Arsenalu. Wystarczy choćby wspomnieć o dobrych interwencjach przy strzałach Charlesa N'Zogbi (49. minuta) czy Bena Watsona (62. minuta).
Również jego koledzy z pola w pełni kontrolowali przebieg spotkania. Tuż przed przerwą wynik otworzył Theo Walcott, a w 48. minucie podwyższył Mickael Silvestre.
Nadeszła jednak feralna 80. minuta... Najpierw kontaktowego gola, po składnej akcji całego zespołu strzelił Watson. Do wyrównania doprowadził natomiast Titus Bramble, który skorzystał z prezentu od Fabiańskiego. Polak wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i obrońca Wigan, głową wpakował futbolówkę do siatki z najbliższej odległości. Po tym "klopsie" realizator transmisji długo pokazywał załamanego bramkarza "Kanonierów".
Przykrość była tym większa, bo Fabiański obchodził dziś swoje 25. urodziny. Prezent dostał w postaci występu. Manuel Almunia doznał kontuzji nadgarstka w poprzednim meczu i prawdopodobnie nie zagra już w ostatnich meczach sezonu.
Rozpędzona ekipa gospodarzy zadała ostatni cios już w doliczonym czasie gry, kiedy to kapitalnym strzałem z dystansu popisał się N'Zogbia. Tym razem Fabiański nie miał nicdo powiedzenia.
ZOBACZ BRAMKI Z MECZU WIGAN - ARSENAL
Porażka Arsenalu w zasadzie przekreśla szansę drużyny Arsene'a Wengera na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Niestety dla nas, po raz kolejny polski bramkarz udowodnił, że pseudonim "Flap-bianski" (z ang. "flap" - "klapa") nie został nadany mu przez angielskich dziennikarzy na wyrost. Po tym meczu ściągnięcie na The Emirates Joe Harta wydaje się coraz bardziej prawdopodobne. Tylko co dalej z Fabiańskim?
SPRAWDŹ AKTUALNĄ TABELĘ PREMIER LEAGUE
- Także na ten temat



Imago





















