Piłka nożna - Premier League
25/10/2009 - 14:41Feta na Anfield! Liverpool załatwił "Czerwone Diabły"

W starciu gigantów Premier League Liverpool pokonał na Anfield Road Manchester United 2:0. Słabo spisujący się w tym sezonie gospodarze zapewnili sobie trzy punkty po bramkach Fernando Torresa i Davida N'Goga.
Ostatnie cztery mecze drużyny Rafy Beniteza zakończyły się porażkami. "The Reds" nie szło zarówno w Premier League, jak i w Lidze Mistrzów. Zaczęły pojawiać się głosy o niechybnym zwolnieniu Hiszpana ze stanowiska menedżera Liverpoolu. Również u bukmacherów Benitez nie miał najlepszych notowań.
Mecz z odwiecznym rywalem, drużyną Manchesteru United miał odpowiedzieć na pytanie, na co w tym sezonie stać jeszcze będzie drużynę z Anfield Road. Złą wiadomością dla kibiców z miasta Beatlesów była absencja Stevena Gerrarda. Kapitan drużyny z trybun musiał oglądać poczynania swoich kolegów w starciu z "Czerwonymi Diabłami".

Długo na murawie przeważała typowa, piłkarska walka. Nikt nie odstawiał nogi, choć trzeba przyznać, że brutalnych zagrań nie było. Brakował jednak sytuacji bramkowych. Co prawda już w pierwszej akcji meczu Wayne Rooney skierował piłkę do siatki Pepe Reiny, ale napastnik gości był w tej sytuacji na metrowym spalonym.
Ciekawym wydarzeniem w pierwszych minutach meczu były... piłki plażowe wrzucane na boisko zarówno przez kibiców gości (siedzących w pierwszej połowie za bramką Reiny) oraz gospodarzy. Dla przypomnienia było to nawiązanie to meczu Liverpoolu z Sunderlandem, gdzie jedyna bramka dla "Czarnych Kotów" padła przy ingerencji dużego balonu.
W 65. minucie Anfield oszalało z radości. Kapitalnie piłkę rozegrał Yossi Benayoun, który wypatrzył wychodzącego na pozycję Fernando Torresa. "El Nino" wygrał walkę bark w bark z Rio Ferdinandem i huknął z ostrego kata nie do obrony.
Reakcją Sir Alexa Fergusona na straconą bramkę było wprowadzenie na boisko Michaela Owena. Były ulubieniec kibiców z Liverpoolu, teraz został przywitany głośnym buczeniem i gwizdami.
Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry w poprzeczkę bramki Reiny trafił inny rezerwowy gości - Nani. Chwilę po tym z boiska wyleciał Nemanja Vidić, który faulem powstrzymał wychodzącego na czystą pozycję Dirka Kuyta, za co otrzymał drugą żółtą kartkę. Dla Serba była to już trzecia czerwona kartka w historii jego występów przeciwko Liverpoolowi!

Benitez wykorzystał osłabienie rywala wprowadzając na boisko świeżego napastnika, Davida N'Goga. Kilka sekund później "The Reds" wyprowadzili zabójczą kontrę, którą skutecznie wykończył Francuz. Wszystko działo się w piątej minucie doliczonego czasu gry.
Nie był to jednak jeszcze koniec emocji. Zanim zabrzmiał ostatni gwizdek sedziego "wyczyn" Vidica skopiował Javier Mascherano, który także zapisał na swoje konto dwa "żółtka".
O tym nikt z kibiców Liverpoolu pamiętać jednak nie będzie. Liczą się trzy punkty wywalczone w starciu z "Czerwonymi Diabłami". Po tym zwycięstwie drużyna Beniteza traci sześć "oczek" do prowadzącej Chelsea. Dramatu nie ma i jeszcze wszystko może się wydarzyć.
Wczoraj Mascherano nawoływał do wzięcia przykładu z reprezentacji Argentyny, która również ostatnio znajdowała się pod ogromną presją i potrafiła zwycięsko zakończyć walkę o awans do finałów mistrzostw świata w RPA. Czy zwycięstwo nad Manchesterem United okaże się prorocze również dla "The Reds"?








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1