Piłka nożna - Premier League
04/10/2009 - 20:36Chelsea zmazała plamę i mknie po mistrzostwo

Ekipa Carlo Ancelottiego w szlagierowym spotkaniu pokonała Liverpool 2:0 i zajęła fotel lidera. Na drugie miejsce spadł Manchester United, który w sobotę cudem zremisował z Sunderlandem. Do czwórki w wielkim stylu wskoczył Arsenal, który na Emirates Stadium rozgromił Blackburn Rovers 6:2.
W zeszłą sobotę piłkarze Chelsea zszokowali całe Wyspy, przegrywając z Wigan Athletic 1:3. Była to pierwsza porażka "The Blues" pod wodzą Ancelottiego. Szok nie był jednak długotrwały, bo w tygodniu Chelsea uporała się z APOEL-em Nikozja w Lidze Mistrzów, a teraz potwierdziła mistrzowskie aspiracje.
Widowiskowe, choć długo bez bramek spotkanie toczyło się raz pod dyktando gospodarzy, raz pod dyktando gości. Żadna z drużyn nie potrafiła przełamać zasieków rywala aż do 60. minuty. Wreszcie wysiłku najbardziej przebojowego w Chelsea Didiera Drogby udało się nie zmarnować kolegom z drużyny.
Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej pociągnął akcję prawą stroną i dograł w pole karne do Nicolasa Anelki. Do wysokiej, leniwie lecącej piłki król strzelców Premiership dopadł niemal w punkcie rzutu karnego. Wybił się w powietrze i wyprostowaną nogą, prawie szpagatem wpakował ją do bramki Jose Reiny.
Asystujący Drogba w drugoplanowej roli wystąpił też w doliczonym czasie gry, kiedy to gospodarze definitywnie rozstrzygnęli losy tego spotkania. Drogba jeszcze raz szalał na prawej stronie, ale tym razem popisał się fenomenalnym dryblingiem. Minął trzech, czterech rywali i wystawił piłkę Florentowi Malouda, który z bliska ustalił wynik meczu.

Wenger chwali bramkarza Blackburn
- Strzeliliśmy sześć bramek, a Paul Robinson rozegrał dobry mecz - ocenił całkiem serio menedżer "Kanonierów" Arsene Wenger. W słowach opiekuna Arsenalu nie było krzty ironii. Mimo że bramkarz Rovers puścił sześć goli, był pewnym punktem swojej drużyny. Po prostu fenomenalne spotkanie rozegrali gospodarze Emirates Stadium.
Mecz miał niesamowity przebieg, bo choć skończyło się na 6:2 dla Arsenalu, to Blackburn dwukrotnie wychodziło na prowadzenie. Wysiłek Stevena N'Zonzi i Davida Dunna, którzy trafiali w 4. i 31. minucie, poszedł na marne, bo podrażniony młody zespół Wenger pokazał inne oblicze.
Bramka Dunna wywołała lawinę ataków Arsenalu, a jeszcze do przerwy kanonada zaowocowała dwoma golami. Kolejne trzy "Kanonierzy" dołożyli po przerwie. Celnymi trafieniami podzielili się solidarnie, bo żadnemu z piłkarzy Arsenalu nie udało się strzelić dwóch bramek.
Arsenal efektownie awansował do wielkiej czwórki Premiership. Długo w niej miejsca może jednak nie zagrzać, bo wielką chrapkę ma na to Manchester City, który poniedziałkowym meczem z Aston Villa zakończy 8. kolejkę Premier League.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 4 z 4