Z Michałem Żewłakowem, byłym zawodnikiem m.in. Anderlechtu Bruksela i Olympiakosu Pireus oraz rekordzistą Polski pod względem liczby występów w pierwszej reprezentacji, na obiektach Znicza rozmawiali Mateusz Kalina i Adam Wall.
Dosyć długo musieliśmy czekać na Pana po zakończonym treningu. Czyżby potwierdziły się plotki na temat Michała Żewłakowa w Zniczu?
MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Nie, nie. To jest tylko taka przyjacielska umowa. Pozwolono mi trenować wraz z pierwszym zespołem, więc korzystam z tej możliwości. Kariery jeszcze nie zakończyłem, dlatego o formę trzeba cały czas dbać. Chciałbym potrenować w Pruszkowie do końca sezonu lub tak długo, jak tu ze mną wytrzymają.
Czyli cały czas ciągnie wilka do lasu…
Zdecydowanie. Cały czas mam głód piłki. W moim przypadku najgorsze było takie zmęczenie psychiczne. Mogę nawet powiedzieć, że przez pewien czas byłem tym faktem zmaltretowany i chciałem trochę odpuścić. Co innego, jeśli chodzi o sprawy fizyczne. Dobrze się czuję pod tym względem. Na razie tylko trenuję i po zakończeniu obecnych rozgrywek zobaczymy, czy będzie możliwość pograć w Polsce.
Głód musi być naprawdę spory, skoro nie przejął się Pan nawet urazem łydki.
Na pierwszym treningu ze Zniczem po prostu za bardzo „chciałem” i trochę przedobrzyłem. W każdym piłkarzu siedzi takie sportowe dziecko, które jak najszybciej chce pokazać się z dobrej strony. Rzeczywiście zbyt szybko wszedłem na wysokie obciążenia treningowe i lekko ucierpiała łydka. Na szczęście nie było to nic poważnego i znów mogę normalnie brać udział w zajęciach.
Treningi w Pruszkowie zapewne nie byłyby możliwe bez osoby Piotra Świerczewskiego. Jak to jest brać udział w zajęciach prowadzonych przez kolegę z reprezentacji?
To ciekawe doświadczenie. Jest to człowiek, który ma piłkarskie spojrzenie na trening. Aplikuje swoim zawodnikom takie ćwiczenia, które później bezpośrednio mają zastosowanie w meczach. Dużo zabaw z piłką, sporo wewnętrznych gier. Dodatkowo w zawodnikach Znicza widać zaangażowanie, więc to kolejny plus do pracy dla trenera.
Można porównać treningi w drugoligowym polskim klubie, do zajęć z zagranicznych zespołów?
Ostatni trening bardzo mi przypominał to, co robiliśmy w Anderlechcie. To była taka typowa belgijska lub holenderska szkoła, oparta na zajęciach z piłką. Do tego „gierki” z wysokim natężeniem. Muszę przyznać, że na chwile przeniosłem się w czasie i przypomniałem sobie, jak to było w Brukseli. Pomogła mi w tym również deszczowa pogoda, która w Belgii jest na porządku dziennym.
Jakie było pierwsze wrażenie miejscowych piłkarzy, gdy w ich szatni pojawił się gracz, który ma na swoim koncie 102 mecze w reprezentacji Polski?
Szczerze? Momentalnie zapanowała cisza. Nie wiadomo na dobrą sprawę jak w takich sytuacjach nawiązać kontakt. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Z biegiem czasu powinno się wszystko wyregulować. Ja jestem otwartym człowiekiem i na pewno nie mam zamiaru tutaj nosić głowy w chmurach. Jeśli tylko będą mógł któremuś z chłopaków posłużyć moim doświadczeniem, nie będzie z tym żadnych problemów. Nie ma mowy o żadnych podziałach. Jesteśmy partnerami na treningu i mówimy sobie zwyczajnie po imieniu.
Treningi treningami, ale co dalej? Legia, Lech?
W tej chwili ciężko jest mi cokolwiek wyrokować. Sezon się jeszcze nie skończył, drużyny nadal mają o co grać. Żadna z ekip nie może być pewna swoich celów w przyszłych rozgrywkach. Muszę na razie uzbroić się w cierpliwość i poczekać na koniec ligi. Wiadomo, że do mnie również dochodzą jakieś sygnały, jednak są one głównie od osób trzecich, a ja czekam na konkretną rozmowę.
Brat, Marcin, nie zapraszał do Bełchatowa?
Oczywiście, że zapraszał. Nawet byłem już u niego na jednym z meczów ligowych. Tak jak już wspomniałem, teraz daje sobie chwilę czasu na przemyślenia. Jak pojawią się konkrety, dopiero wtedy podejmę decyzję.
O reprezentacji powiedział Pan już wszystko. Jednak tak na koniec, gdyby trener Franciszek Smuda zadzwonił na dniach do Pana i zaproponował powrót do kadry, jaka byłaby odpowiedź?
Nawet się nad tym nie zastanawiam. Na razie nie widzę takiej opcji. Trener Smuda powiedział co myśli na mój temat, ja dodałem swoją opinie na temat selekcjonera i na dziś nasze drogi się rozeszły. Trener Smuda oczywiście w bliższej lub dalszej przyszłości może udowodnić, że była to dobra decyzja. On ma czas, żeby pracować z reprezentacją tak jak chce, a ja muszę się zająć swoim życiem. Nie lubię teoretyzować, więc moglibyśmy o tym rozmawiać tylko wtedy, gdyby taka propozycja rzeczywiście od trenera Smudy wyszła.
- Także na ten temat



Imago





















