Piłka nożna - Ekstraklasa
20/08/2010 - 22:03 - Aktualizacja 20/08/2010 - 22:28RYBUS bohaterem. Piękny gol

Legia znów nie zachwyciła, ale wygrała drugi mecz z rzędu. Zwycięstwo 1:0 we Wrocławiu ze Śląskiem, dziesięc minut przed końcem, pięknym strzałem uratował Maciej Rybus. Warszawianie wskoczyli tym samym na drugie miejsce w tabeli.
Mecz we Wrocławiu, który obejrzał komplet widzów, był bardzo wyrównanym spotkaniem. Im dłużej ono trwało, tym bardziej prawdopodobny wydawał się wariant, że jeden gol rozstrzygnie losy wygranej. Tak też się stało, a w roli głównej wystąpił rezerwowy w piątkowy wieczór Maciej Rybus.
Skrzydłowy Legii pojawił się na boisku od początku 2. połowy. Zmienił słabego Miroslava Radovicia i było to bardzo dobre pociągnięcie szkoleniowca Legii. Rybus, zwykle grający na lewym skrzydle, często zamieniał się pozycjami z Portugalczykiem Manu i po jednej z takich akcji padła zwycięska bramka. W 81 minucie Rybus przyjął piłkę na prawym skrzydle tuż przy linii bocznej i ściął do środka boiska. Żaden z graczy gospodarzy nie zaatakował go wystarczająco zdecydowanie, a dobrze w tej sytuacji zachował się inny rezerwowy zespołu z Warszawy Bruno Mezenga, który inteligentnym ruchem bez piłki pociągnął za sobą obrońców. Pozwoliło to Rybusowi znaleźć miejsce do oddania strzału i mocnym, jak również precyzyjnym strzałem, nie dał on szans słowackiemu golkiperowi Śląska Marianowi Kelemenowi.
- Miałem grać na lewej stronie, ale postanowiliśmy się zamienić z Manu stronami. Poszedłem na prawą, dobrze się tam czułem i zostałem do końca. W tamtym sezonie nam tego brakowało, bo przegrywaliśmy dużo meczów na wyjeździe. Mam, nadzieję, że w tym sezonie będzie lepiej - powiedział po spotkaniu Maciej Rybus w stacji Canal Plus.
Gospodarze mają czego po meczu żałować, gdyż w drugiej części gry stworzyli sobie dwie świetne sytuacje do zdobycia gola. Najpierw w 71. minucie Argentyńczyk Omar Diaz z najbliższej odległości nie trafił do bramki, mimo, że po podaniu najlepszego wśród graczy Śląska Vuka Sotirovicia nie było już w niej chorwackiego bramkarza Legii Marijana Antolovicia. Pięć minut później to sam Sotirović powinien zdobyć gola, po tym gdy Antolović zbyt wolno wychodził do zagranej przez Sebastiana Mili prostopadłej piłki, jednak po zamieszaniu w polu bramkowym Legii napastnik Śląska trafił w poprzeczkę. - Było gorąco, bo Śląsk miał dwie stuprocentowe sytuacje - podsumował Rybus.
Swoje szanse mieli także warszawiacy. Legioniści przez większość czasu dominowali w środku pola, gdzie mieli przewagę jednego gracza, w związku z tym, że Śląsk grał systemem z dwoma napastnikami, dzięki czemu trójka Vrdoljak-Borysiuk-Iwański przeważała nad duetem Kaźmierczak-Mila. Najlepszą szansę zmarnował w 37. minucie Takesure Chinyama, który świetnym zagraniem ograł środkowych obrońców Śląśka... po czym kompromitująco nie trafił w bramkę z kilku metrów. Napastnikowi z Zimbabwe po raz kolejny nie udało się więc ustrzelić 40. gola w historii występów w ekstraklasie, jednak podobnie jak w poniedziałkowym meczu z Cracovią nie przeszkodziło to Polonii
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Maciej Rybus (81).
Żółta kartka - Legia Warszawa: Jakub Wawrzyniak, Ivica Vrdoljak, Marcin Komorowski.
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk). Widzów 8 500.
Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Amir Spahić, Krzysztof Wołczek - Piotr Ćwielong (85. Marek Gancarczyk), Przemysław Kaźmierczak (89. Łukasz Gikiewicz), Sebastian Mila, Waldemar Sobota - Cristian Omar Diaz (73. Łukasz Madej), Vuk Sotirović.
Legia Warszawa: Marijan Antolović - Artur Jędrzejczyk, Dickson Choto, Jakub Wawrzyniak, Marcin Komorowski - Manu, Maciej Iwański (89. Alejandro Ariel Cabral), Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk - Miroslav Radović (46. Maciej Rybus), Takesure Chinyama (75. Bruno Mezenga).








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 8 z 8