- W piątek trudno było rozpoznać w nas drużynę z poprzedniego meczu. Ja nie poznawałem swoich zawodników. Sytuacja, po której straciliśmy bramkę, to powrót starych koszmarów. To przerażające, jak łatwo nam strzelić gola. Po starcie bramki zgubiliśmy też koncepcję. Graliśmy bez pomysłu i chaotycznie. Próbowałem zmienić styl na grę dwoma napastnikami, ale na niewiele się to zdało. W drugiej połowie opanowaliśmy sytuację na boisku, ale brakowało klarownych sytuacji pod bramką przeciwnika.
Nasza postawa jest chimeryczna. Pewne rzeczy muszą się ułożyć. Nowa drużyna często zagra dwa mecze dobre, a potem taki, o którym chce się zapomnieć. W meczu ze Śląskiem zrobiliśmy krok do przodu, a dziś trzy w tył. Kilku naszych zawodników nie wyszło na boisko z determinacją taką, jak we Wrocławiu. Niektórzy chyba myśleli, że na tym stadionie i z tą publiczności do zwycięstwa wystarczy wyjście na boisko.
Jak na dłoni widać, gdzie mamy braki. Chinyama jest po bardzo długiej przerwie i jeszcze nie gra na swoim poziomie. Musimy się koniecznie wzmocnić w tej formacji. Dzisiaj źle zestawiłem drużynę. Po meczu ze Śląskiem uważałem, że niektórym należy się miejsce w pierwszej jedenastce i to był mój błąd.
Dziś byliśmy drużyną, która nie wiedziała, czego chce na boisku. Brakowało nam gry schematami, które ćwiczymy oraz spokoju w rozgrywaniu piłki. Po straconej bramce nie byliśmy drużyną, graliśmy za bardzo indywidualnie. Niestety nie jest dobrze dla nas, że po tak bolesnej porażce mamy, aż taką przerwę. Nie chcę na gorąco oceniać zawodników i ich postawy. Na to będzie czas. Największe pretensje po tej wpadce mam do siebie.
- Wszystko ułożyło się po naszej myśli w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie meczu musieliśmy tylko kontrolować sytuację na boisku. W spotkaniu z tak klasowym rywalem pokazaliśmy charakter oraz dobrą, ułożoną grę. To nie był dla nas łatwy mecz. Na trudnym terenie zdobyliśmy bardzo cenne punkty - powiedział za to szkoleniowiec PGE Maciej Bartoszek.



From Official Website





















