Jedenastka 4. kolejki ekstraklasy:
Bramkarz: Grzegorz Sandomierski (Jagiellonia Białystok) - niespełna 21-letni Sandomierski w ubiegłym sezonie przebojem wdarł się do bramki Jagiellonii i bił klubowe rekordy. Nic dziwnego, że latem chciała go wykupić Legia, ale działacze z Białegostoku twardo powiedzieli, że nigdzie go nie puszczą. Słusznie, Grzesiek rozwija się znakomicie, właśnie dostał powołanie do reprezentacji od Franciszka Smudy. I w niedzielę potwierdził, że na nie zasłużył. W fantastyczny sposób obronił nogami w sytuacji sam na sam ze Sławomirem Peszką.
Prawy obrońca: Alexis Norambuena (Jagiellonia Białystok) – w tamtym sezonie nie zawsze miał pewne miejsce w jedenastce Jagiellonii, ale teraz jest pewniakiem do gry na bokach obrony. Czy to prawej, czy lewej, na obu pozycjach radzi sobie świetnie. W meczu z Lechem nie tylko skutecznie uprzykrzał życie Peszce, ale i groźnie atakował. Najpierw strzelił w poprzeczkę, a potem zaliczył kapitalną asystę przy bramce Kamila Grosickiego.
Środkowy obrońca: Wojciech Szymanek (Widzew Łódź) – świetnie dowodził obroną w meczu z najgroźniejszym atakiem w lidze, ludźmi Józefa Wojciechowskiego.
Środkowy obrońca: Thiago Rangel Cionek (Jagiellonia Białystok) – stara się o polskie obywatelstwo i wszyscy powinniśmy modlić się, aby otrzymał je jak najszybciej! Tak szybkiego, pracowitego i twardo grającego obrońcy w kadrze nie mamy. Mogą coś o tym opowiedzieć na zgrupowaniu Smudzie Peszko i Jacek Kiełb.
Lewy obrońca: Mariusz Magiera (Górnik Zabrze) – dobrze zagrał w obronie, ale nie za to kibice na Śląsku zapamiętają go najbardziej. A za co? Oczywiście za piękną bramkę. Piękną i zwycięską.
Prawy pomocnik: Tomasz Wróbel (GKS Bełchatów) – Struś Pędziwatr z Bełchatowa zaliczył w meczu z Legią dwie wspaniałe asysty.
Środkowy pomocnik: Kamil Poźniak (GKS Bełchatów) – sposób w jaki porusza się po boisku ten młody zawodnik, sposób w jaki mądrze rozgrywa piłkę, musiał po meczu z Legią zachwycić wszystkich. Maciej Iwański może mu co najwyżej buty czyścić.
Środkowy pomocnik: Maciej Żurawski (Wisła Kraków) – zdobył zwycięską bramkę w meczu z Polonią Bytom, rozpoczynając nową, holenderską erę w Wiśle. Było to pierwsze trafienie „Żurawia” po powrocie do Polski.
Lewy pomocnik: Kamil Grosicki (Jagiellonia Białystok) – w oczekiwaniu na Shauna Wright-Phillipsa obrońcy Lecha musieli w niedzielę zmierzyć się z Kamilem Grosickim. Niestety, odpali w przedbiegach, „Grosik” ich ośmieszał. Zdobył piękną bramkę i zaliczył asystę przy trafieniu Tomasza Frankowskiego.
Napastnik: Marcin Żewłakow (GKS Bełchatów) – pan profesor Żewłakow pokazał wszystkim napastnikom w lidze, jak się powinno ustawiać w polu karnym i jak strzelać gole. W meczu z Legią zdobył aż dwa i Bełchatów ze stolicy wyjechał zwycięski.
Napastnik: Andrzej Niedzielan (Korona Kielce) – czwarty mecz w barwach Korony i czwarty gol. W dodatku w czwartej minucie. Może Niedzielan powinien zmienić numer na koszulce na „czwórkę”, to będzie mu szło jeszcze lepiej?
Antyjedenastka 4. kolejki:
Bramkarz: Marijan Antolović (Legia Warszawa) – kibice Legii znów w piątek przeklinali: „O Jezus, Marian”. Bramkarz, za którego Legia zapłaciła latem pół miliona euro, zawalił kolejny mecz i udowodnił, że nie nadaje się nawet do polskiej ligi.
Prawy obrońca: Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań) – przykro patrzyło się na bezradnego Wojtkowiaka, kapitana Lecha, reprezentanta Polski, gdy niemiłosierni ogrywał go Grosicki. Wojtkowiak zawinił przy dwóch bramkach.
Środkowy obrońca: Manuel Arboleda (Lech Poznań) – nie dość, że nie umie grać fair (dwa brutalne faule, najpierw na Frankowskim, potem na Grosickim, za które obejrzał żółte kartki), to jeszcze nie umie przegrywać. Długo nie chciał opuścić boiska po tym, jak sędzia Marciniak pokazał mu czerwoną kartkę. Potem wykrzykiwał do kamery telewizyjnej, aby arbiter „ułażał”. Wstyd.
Środkowy obrońca: Jakub Wawrzyniak (Legia Warszawa) – aż nie chce się wierzyć, że ten piłkarz grał kiedyś w reprezentacji Polski. Bo jeśli tak, powinien znać przynajmniej podstawowe ustawienia na boisko. A „Rumiany” dwa razy zapomniał o Żewłakowie.
Lewy obrońca: Marcin Komorowski (Legia Warszawa) – co ciekawe komentatorzy Canal Plus chwalili go za dobrą postawę w ofensywie w meczu z Bełchatowem. Hola, hola! Obrońca, jak sama nazwa wskazuje, ma przecież bronić! A Wróbel dwa razy uciekł właśnie Komorowskiemu i dośrodkowywał przy bramkowych akcjach.
Prawy pomocnik: Sławomir Peszko (Lech Poznań) – działacze Lecha chyba plują sobie w brodę, że dali mu podwyżkę i nakłonili do pozostania w Poznaniu. Nic dobrego z tego bowiem nie wynikło. W lidze Sławek zawodzi, a w europejskich pucharach… pauzuje.
Środkowy pomocnik: Ariel Borysiuk (Legia Warszawa) – za komentarz jego gry wystarczy fakt, że został zmieniony w 29 minucie.
Środkowy pomocnik: Siergiej Kriwiec (Lech Poznań) – w ubiegłym sezonie wszyscy się nim zachwycali. W tym rozczarowują. Znowu nic nie pokazał, tym razem w meczu z Jagiellonią.
Lewy pomocnik: Maciej Rybus (Legia Warszawa) – „Żałuję, że po meczu ze Śląskiem Wrocław uznałem, że niektórym należy się miejsce w pierwszym składzie” – mówił po meczu z Bełchatowem Maciej Skorża i, choć nie chciał powiedzieć tego wprost, miał na myśli właśnie Rybusa, który totalnie rozczarował.
Napastnik: Bruno Mezenga (Legia Warszawa) – nie wiemy w jakim stanie oglądali kasety z występami Bruno skauci Legii, gdy zawyrokowali, że Mezenga potrafi grać w piłkę. Bo nie potrafi! Nieporozumienie!
Napastnik: Bartosz Ślusarski (Cracovia) – miał być liderem Cracovii, wprowadzić ją na polskie salony. A jest hamulcowym. A Cracovia ostatnia.



Other Agency


















co do arboledy wiem ze zestawienie dotyczy ekstraklasy, ale mysle ze powinno sie spojrzec tez na mecze europejskie lecha gdzie arboleda byl jednym z najlepszych na boisku...Opublikowane 30/08/2010 o godz. 13:17