Przed meczem minutą ciszy uczczono pamięć zmarłego przed kilku dniami byłego piłkarza i trenera Legii, Edmunda Zientary. Chwilę po tym pierwszego kopnięcia piłki na nowym stadionie dokonał Lucjan Brychczy, inna legendarna postać stołecznego klubu.
Arsenal do Warszawy przyjechał bez trójki podstawowych zawodników: Andrieja Arszawina, Robina Van Persie i Cesca Fabregasa. Mimo tych braków, na papierze skład "Kanonierów" i tak mógł powalić na kolana. Od pierwszej minuty przeciwko Legii zagrali chociażby tacy piłkarze jak: Samir Nasri, Tomas Rosicky, Theo Walcott, czy nowy nabytek, napastnik Marouane Chamakh.
Trener Maciej Skorża musiał poradzić sobie głównie z problemami w obronie. Kontuzjowanych Dicksona Choto i Inakiego Astiza na środku defensywy zastąpili Jakub Wawrzyniak i Srda Kneżević.
Absencje poszczególnych graczy nie przeszkodziły pozostałym piłkarzom w stworzeniu genialnego widowiska. Warszawscy kibice po 36 minutach musieli przecierać oczy ze zdumienia, gdyż Legia prowadziła z Arsenalem 3:0! Ogromna w tym zasługa... Łukasza Fabiańskiego, który w pierwszej połowie strzegł bramki "Kanonierów". O ile przy pierwszym trafieniu Alejandro Cabrala nie miał on nic do powiedzenia, tak przy kolejnym golu stare demony powróciły. "Fabian" znów nie popisał się przy wyjściu do piłki zagrywanej z rzutu rożnego. Polak potknął się o nogi Thomasa Vermealena w efekcie czego Artur Jędrzejczyk (lub Laurent Koscielny) wpakował futbolówkę do siatki.
Zresztą "Jędza" ten mecz będzie pamiętał jeszcze długo. Jeśli zapisać pierwszą bramkę na jego konto, były obrońca Korony Kielce zaliczył przeciwko Arsenalowi hat tricka! Wyczyn naprawdę godny uznania, nawet jeśli mówimy o meczu towarzyskim.
Jeszcze przed przerwą pierwszą w tym meczu bramkę dla gości zdobył Chamakh.
W drugiej połowie goście podkręcili tempo. Bardzo dobrą zmianę dał Emmanuel Eboue, który zastąpił niewidocznego Walcotta. Po niespełna kwadransie przebywania na murawie reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej miał już na swoim koncie dwa gole! Na tablicy wyników pojawił się remis 3:3. Niestety krytyka znów należy się bramkarzowi Legii, Marijanowi Antolovicowi. Nie po raz pierwszy nie był on pewnym punktem swojej drużyny, a przy kontaktowym trafieniu Eboue popełnił błąd z klasyki gatunku.
Strzelanina na nowym obiekcie przy Łazienkowskiej trwała w najlepsze. Skończyło się na zwycięstwie londyńczyków 6:5. Jeszcze w ostatniej akcji szansę na doprowadzenie do remisu miał Piotr Giza. "Gizmo" nie potrafił jednak pokonać Wojciecha Szczęsnego, który w przerwie zastąpił Fabiańskiego. Warto jednak podkreślić, że rezerwowy golkiper Arsenalu zaprezentował się o wiele lepiej niż jego starszy kolega. Zaimponował zwłaszcza w 50. minucie kiedy to w dobry stylu obronił najpierw strzał Macieja Iwańskiego i następnie dobitkę Bruno Mezengi.
Wypełniony po brzegi stadion robił oszałamiające wrażenie. Chyba tylko atmosferę w Poznaniu na meczach Lecha można porównać do tego, co działo się na Legii. Po trzech latach nareszcie na Łazienkowską powrócił doping. Oby frekwencja i rewelacyjne zachowanie kibiców znalazło swoje potwierdzenie podczas ligowych spotkań drużyny prowadzonej przez Macieja Skorżę.
Legia Warszawa - Arsenal Londyn 5:6 (3:1)
Bramki: 1:0 Alejandro Ariel Cabral (18), 2:0 Artur Jędrzejczyk (34), 3:0 Artur Jędrzejczyk (37), 3:1 Marouane Chamakh (38), 3:2 Emmanuel Eboue (53), 3:3 Emmanuel Eboue (61), 3:4 Kieran Gibbs (61), 4:4 Artur Jędrzejczyk (72), 4:5 Emmanuel Thomas (77), 4:6 Samir Nasri (80), 5:6 Maciej Iwański (90+1).
Sędzia: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów: 23 000.
Legia: Marijan Antolović (73. Konstiantyn Machnowski) - Artur Jędrzejczyk (87. Pancze Kumbev), Srdja Knezević, Jakub Wawrzyniak, Marcin Komorowski - Manu (89. Michał Kucharczyk), Ivica Vrdoljak (29. Maciej Iwański), Ariel Borysiuk, Alejandro Ariel Cabral (67. Piotr Giza), Maciej Rybus (74. Sebastian Szałachowski) - Bruno Mezenga (63. Takesure Chinyama).
Arsenal: Łukasz Fabiański (46. Wojciech Szczęsny) - Bacary Sagna (75. Havard Nordtveit), Thomasz Vermaelen, Laurent Koscielny, Gael Clichy - Samir Nasri, Tomas Rosicky (46. Vela), Jack Wilshere (71. Henry Lansbury), Emmanuel Frimpong (46. Gibbs), Theo Walcott (46. Eboue) - Marouane Chamakh (71. Thomas).



Reuters






















może za rok zawitają w lidze mistrzów :)Opublikowane 07/08/2010 o godz. 22:50
Więc swoje aluzję zostaw na swoim stadionie zwanym kurnikiem :)
Bo Legia grała meczę towarzyskie z wymagającymi rywalami i jest przygotowana do sezonu w przeciwieństwie do Amici(lecha). Patrząc na dotychczasową grę Lecha w pucharach i dzisiaj w lidze to Lech może być po za pierwszą 5tką :)Opublikowane 07/08/2010 o godz. 20:44
W jaki sposób ten mecz był ustawiony? Po co w ogóle ustawiać mecz towarzyski bo nie za bardzo rozumiem. Legia zagrała bardzo dobry mecz. Jedynym słabym ich punktem jest przygotowanie kondycyjne.Opublikowane 07/08/2010 o godz. 19:51
facet ogarnij sie ;/
mecz od startu do mety był ustawiony i tyle w temacie.Opublikowane 07/08/2010 o godz. 19:41
Szczesny powinien być bramkarzem nr 1 ................................Opublikowane 07/08/2010 o godz. 19:40
Jakby Arsenal się podłożył to w ostatniej akcji podajże Giza strzeliłby gola i byłoby 6:6 co nie zmienia faktu że Angielska prasa suchej nitki nie zostawi na Arsenalu :)Opublikowane 07/08/2010 o godz. 19:24
W tym meczu jak dla mnie wyróżniali się 2 piłkarze legii Jędrzejczyk oczywiście i potwornie szybki Manu, te jego wejścia w pole karne prawie za każdym razem kończyły się groźną akcją ze strony legiiOpublikowane 07/08/2010 o godz. 19:17