Z Krzysztofem Królem, obrońcą Polonii Bytom, rozmawiał Paweł Drażba
Był Real Madryt, Chicago Fire, mówiłeś też o Palermo, a ostatecznie wylądował pan w Polonii Bytom.
- Mówi się, że wymyślam z tym Palermo, ale kiedy wcześniej grałem w Jagiellonii, taka oferta rzeczywiście była. Dogadałem się w sprawie kontraktu i chciałem odejść. Kluby były nawet blisko porozumienia, aż tu nagle w Białymstoku krzyknęli sobie za mnie większe pieniądze. Zostałem w Polsce, a po kilku tygodniach usiadłem na ławce. Postanowiłem więc wyjechać do Chicago Fire, które mnie bardzo chciało.
Podobno polecił pana Tomasz Frankowski, który grał w tym klubie.
- A tam polecił. Gdyby był słaby, nie chcieliby mnie. A oni sami wypatrzyli i zabiegali. W Chicago miałem dobry sezon, zagrałem prawie 30 spotkań, licząc łącznie z pucharowymi. Grałem, moim zdaniem, w jednej z najlepszych lig na świecie, w której jest dobry poziom. Zawodnicy, którzy jeszcze rok wcześniej grali w Barcelonie, teraz występują właśnie w MLS, więc uważam, że miałem okazję grać przeciwko dobrym piłkarzom. Postanowiłem jednak wrócić.
Do Polonii Bytom? Wcześniej miała zaś być Cracovia, ale nie porozumiała się z Jagiellonią. Porzucił pan, jak mówi, "jedną z najlepszych lig świata", by walczyć o utrzymanie w Polsce?
- Po rozmowie z żoną i menedżerem postanowiłem, że mając 23 lata, nie mogę zostać w MLS. Amerykanom nie zależy, żeby zawodnika promować i sprzedać, tylko na tym, żeby dla nich grał. Owszem, może i Polonia nie jest najmocniejszym klubem, światowym, ale wierzę, że dzięki grze w tym klubie wypromuję się wyżej. Nie chciałem prowadzić pięknego życia w Chicago, a jeszcze coś osiągnąć w piłce. Młody jestem. Chciałbym wrócić do reprezentacji, W końcu mało mamy dobrych lewych obrońców.



AFP






















