Do końca sezonu zostało dziewięć kolejek. Teoretycznie nadzieja w Poznaniu i Warszawie może jeszcze się tlić. Niedawno w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów, matematycznie, piłkarze Tottenhamu i Interu też mieli szansę awansować do kolejnej rundy. Wszyscy dobrze wiemy, na czym się skończyło. Mniej więcej identycznie wygląda sprawa zdobycia mistrzostwa Polski przez Legię albo Lecha.
Dla obu klubów obecny sezon jest beznadziejny. Nastroje poznaniaków polepszyła tylko możliwość występów wiosną w europejskich pucharach, bo sama gra nie była zachwycająca (zwłaszcza rewanż w Bradze). Dla warszawiaków miał to być natomiast sezon przełomowy. Wiele mówiło się o nowym stadionie, transferach, a z każdą kolejką klub z Łazienkowskiej 3 coraz szybciej pikuje w dół.
W jakim miejscu znajdują się obie ekipy najlepiej świadczy liczba porażek w sezonie. Legia ma ich dziewięć i pod tym względem jest gorsza tylko od ostatniej Cracovii (12). Lech nie prezentuje się o wiele lepiej, bo przegrał aż osiem razy!
Sobotnie spotkanie może zdeterminować resztę rundy, ale nie należy też go specjalnie przeceniać. Legia i Lech mają gdzie tracić jeszcze punkty, bo grają z Wisłą i np. z Górnikiem. Legioniści oprócz tego zmierzą się z Jagiellonią. Formą nie imponują i wygrać z nimi może każdy. Z Lechem zresztą też…
Legia jest ewenementem na skalę światową. Mimo beznadziejnej postawy jakimś cudem utrzymuje się jeszcze na trzecim miejscu. Co ciekawe, z ujemnym bilansem bramkowym (-3). A Lech właśnie spróbuje Legii trzecią pozycję odebrać. Jeśli wygra, zrówna się z odwiecznym rywalem punktami. Jeśli natomiast przegra, to prawo gry w eliminacjach Ligi Europy będzie bardzo ciężko wywalczyć. Stawką jest zachowanie twarzy oraz posady trenerów Skorży i Bakero.
Hiszpan mówi, że jest to mecz o sześć punktów. - Trzy rzeczywiste, które dopiszą się nam w tabeli i te dodatkowe za serce do walki. Cieszę się bardzo, że mogę poprowadzić Lecha w takim spotkaniu - stwierdził na przedmeczowej konferencji prasowej.
W podobnym tonie wypowiada się trener legionistów. - „Kolejorz” nie jest poza naszym zasięgiem. Dwa ostatnie mecze przy Bułgarskiej zespół trenera Bakero zremisował.
Za Lechem przemawiać będzie blisko lub ponad 40-tysięczna widownia. Jak informował w piątek poznański oddział „Gazety Wyborczej”, w czwartek klub sprzedał 36 tysięcy wejściówek, co jest najlepszym wynikiem na meczu ekstraklasy od 1984 roku. Jeśli wyprzedany zostanie komplet 43 tysięcy miejsc, to będzie to największa widownia w Poznaniu od 27 lat.
Jesienią obie ekipy spotkały się 24 września w 7. kolejce ekstraklasy. Mimo gry w przewadze przez całą drugą połowę (czerwona kartka Rybusa w 44. minucie) Lech przegrał 1:2. Gola na wagę zwycięstwa dwie minuty przed końcem strzelił Bruno Mezenga. Było to jedno z lepszych spotkań w tym sezonie.
- Także na ten temat
- Więcej informacji



MEDIASPORT























