Pięć dni po wybryku Beckhama komisarz ligi MLS Don Garber postanowił nałożyć na niego karę. Podczas spotkania Anglik wyraźnie dał do zrozumienia amerykańskim kibicom, że nie chce grać w L.A. i chciałby wrócić do zespołu z Mediolanu, w którym występował przez ostatnie pół roku.
- Wspieramy naszych zawodników, gdy chcą wchodzić w interakcje z fanami, jak odwiedzają szpitale, czy podczas imprez charytatywnych. Albo też gdy cieszą się razem z nimi z gola. Jednakże nie możemy zaakceptować, czy piłkarz namawia fanów do wchodzenia na murawę – mówił komisarz.
Beckham zachowywał się prowokująco. W przerwie ostentacyjnie przywitał się chyba ze wszystkimi członkami sztabu szkoleniowego Milanu i byłymi kolegami z zespołu. Namawiał także fanów, aby wchodzili przywitać się z nim na boisko. Kilku z nich zostało aresztowanych, ponieważ jest to nielegalne.
W drugiej części spotkania, gdy fani mocno buczeli po każdym zagraniu Beckhama, ten przyłożył palec do ust i ich uciszył. Zrobił to po świetnym podaniu, po którym padł gol dla Galaxy.
- Ja tylko chciałem dobrze zagrać. Jeśli to się komuś nie podoba, to już nie moja sprawa – skomentował Beckham.
- Nie wierzymy Davidowi, że chce grać w naszym zespole. On chce wrócić do Mediolanu. Pokazał to w niedzielę – napisali kibice Galaxy w specjalnym oświadczeniu.
W czasie meczu na stadionie wiele było plakatów namawiających Anglika do opuszczenia Galaxy.
Być może w najbliższych dniach Beckham powróci do Mediolanu. Mówi się także o tym, że chciałby go mieć w zespole Carlo Ancelotti. Włoch latem odszedł do Chelsea. Wcześniej prowadził Becksa w AC Milan.



Getty Images

















