Brazylijczyk był gwiazdą Interu, ale wszystko zmieniło się po śmierci jego ojca. Popadł w depresję i smutki leczył alkoholem oraz ciągłym imprezowaniem. W końcu za porozumieniem stron, rozwiązano kontrakt z zawodnikiem, który mówił, że ma już dość gry w piłkę.
Minął zaledwie miesiąc i Adriano związał się kontraktem z Flamengo, klubem, w którym zaczynał karierę i któremu kibicował od dziecka. Zdarzało się, że spóźniał się na trening bądź... zabrakło go w samolocie wracającym z wyjazdowego spotkania, gdyż wolał pójść się zabawić. Ale ostatnio Adriano doszedł do siebie i nocne życie w Rio nie ma dla niego większego znaczenia. Skoncentrował się na grze i widać, że jego powrót do piłki na najwyższym poziomie jest jeszcze możliwy. O ile już nie wrócił na dobre.
W zakończonym sezonie ligi brazylijskiej, Flamengo zdobyło tytuł mistrzowski a Adriano został królem strzelców. Jego koszulki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Wydawało się, że ciężko będzie go zatrzymać, ale wiceprezydent klubu poinformował, że prywatny sponsor będzie wykładał pieniądze na wynagrodzenie dla napastnika. Jego zarobki wzrosły o 40 procent i piłkarz ani myśli ruszać się z Rio, choć interesowały się nim Roma i Milan.
Ale Adriano może "rozbić bank" w czerwcu. Selekcjoner reprezentacji "Canarinhos" Carlos Dunga, poinformował, że jeśli zawodnik utrzyma wysoką dyspozycję to na pewno pojedzie na mundial do RPA. Dunga nie wykluczył, że "Imperator" może liczyć nawet na miejsce w pierwszym składzie, bo ma atuty, które wyróżniają go na tle innych napastników z kadry: mocny strzał z dystansu, siłę, technikę oraz grę plecami do bramki.



Reuters





















