Piłka nożna - Ligue 1
08/11/2009 - 20:56Szaleństwo w Lyonie. Dziesięć bramek!

Mieliśmy racje. Ten mecz rozpalił niedzielny wieczór i kto go nie oglądał, niech szczerze żałuje. Na Stade Gerland Olympique Lyon zremisował po najlepszy spotkaniu Ligue 1 od lat z Olympique Marsylia 5:5. W ostatnich 11 minutach padło pięć goli. Takich emocji dawno we Francji nie było.
Takiego meczu nie spodziewali się najwięksi koneserzy piłkarscy. Dziesięć bramek w spotkaniu to jeden z najlepszych wyników w historii Ligue 1. Już chyba nikt nie powie, że Francja to tylko przedsionek wielkiego futbolu.
Marsylia w tym sezonie nie spisuje się w najlepiej, ale wiadomo, że na takie spotkania zespół mobilizuje się podwójnie. Prowadzeni przez Didiera Deschampsa zawodnicy gości mieli w niedzielny wieczór wielkiego sprzymierzeńca. Był nim bramkarz gospodarzy Hugo Lloris.
Uważany za jednego z najlepszych na swojej pozycji piłkarzy we Francji 22-latek nie miał dobrego dnia. Dwa pierwsze gole strzelone przez gości to głównie jego "zasługa". W najbliższych dniach selekcjoner Raymond Domenech ogłosi, kto będzie podstawowym golkiperem reprezentacji w meczach barażowych o awans do mistrzost świata Irlandią. Po niedzielnym spotkaniu będzie miał zapewne twardy orzech do zgryzienia. Zwłaszcza interwencja Llorisa przy strzale Benoita Cheyrou pozostawia wiele do życzenia.
Ale przecież to właśnie gole są najważniejsze, a tych w pierwszej połowie oglądaliśmy aż cztery. Wydawało się, że po przerwie lepiej być nie może, a jednak. To, co działo się na Stade Gerland w drugich czterdziestu pięciu minutach przejdzie do historii francuskiej piłki nożnej.
Goście po bramkach Bakarego Kone i Brandão prowadzili w 79. minucie już 4:2 i wydawało się, że to marsylczycy będą się niespodziewanie cieszyć ze zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. Wtedy to dał o sobie znać kupiony latem z FC Porto za 24 miliony euro Lisandro Lopez. Prawdziwym kunsztem Argentyńczyk popisał się przy bramce na 3:4 w 81. minucie spotkania. Będąc w sytuacji sam na sam spokojnym lobbem nie dał szans Mandandzie.
Niespełna trzy minuty później za zagranie piłki ręką w polu karnym Gabriela Heinze, sędzia główny podytkowałrzut karny dla gospodarzy. I do piłki podszedł nie kto inny jak Lisandro Lopez. Napastnik Lyonu wytrzymał ciśnienie i zrobiło się 4:4! istne szaleństwo! Kibice gospodarzy i wszyscy przed telewizorami przecierali oczy ze zdumienie, ale to nie był jeszcze koniec emocji.

W ostatniej minucie Michel Bastos strzelił piątego gola dla Marsylii! Coś niesamowitego. Goście walczyli jednak do końca. 180 sekund po upływie regulaminowego czasu gry samobójczą bramkę zdobył obrońca Lyonu Jeremy Toulalan. Chwilę później arbiter skończył mecz.
- Odrobiliśmy straty, a w pewnym momencie prowadziliśmy 4:2. Jednak nie zdołaliśmy utrzymać przewagi, a mogliśmy nawet przegrać. Nie wiem, dlaczego tak się stało - powiedział po spotkaniu pomocnik ekipy z Marsylii Stephane M'bia.
Tyle bramek na Stade Gerland nie padło od ponad dziesięciu lat. Zespół z Lyonu nie wykorzystał szansy na objęcie prowadzenia w Ligue 1. Gdyby ludzie Claude'a Puela wygrali, wyprzedziliby Girondins Bordeaux, a tak zostali na drugim miejscu w tabeli. Drużyna z Marsylii jest ósma.
WSZYSTKIE WYNIKI I TABELA 13. KOLEJKI LIGUE 1








Komentarze - Kapitalny mecz w Lyonie.
Od 0 Do 0 z 0