- Grałem nieźle, ale za nic nie mogłem trafić do bramki. Czy to ze Słowacją w meczu reprezentacji, czy to w przedostatnim spotkaniu w lidze przeciwko Bordeaux - mówi Ireneusz Jeleń w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". W niedzielę wreszcie trafił, i to podwójnie, przeciwko Lille, a AJA wygrało 3:2.
- W meczu z Bordeaux miałem dwie stuprocentowe sytuacje i aż wstyd, że ich nie wykorzystałem. Ale pomyślałem sobie: nie ma co się denerwować. Będę strzelać! - opowiada Jeleń. Gdy strzelił pierwszego gola w sezonie, z radości ucałował herb. - Każdy działacz, każdy kibic Auxerre bardzo na mnie liczy. A ja czuję tę presję, stąd taka radość po golach. Nie chcę się chwalić, ale naprawdę jestem w znakomitej formie - zapewnia.
Gdy leczył pan kontuzję, Auxerre było blisko dna tabeli, wrócił pan i jesteście blisko pucharów.
- Gdy wcześniej wracałem po kontuzji, też tak było. Ale o pucharach nie ma co gadać, bo do końca ligi jeszcze mnóstwo czasu.
Razem z Dariuszem Dudką zagraliście przeciwko innemu reprezentantowi - Ludovicowi Obraniakowi.
- Porozmawialiśmy sobie przed meczem. Szkoda, że Ludo zagrał tylko kwadrans, bo fajniej byłoby, gdyby w całym meczu ligi francuskiej zagrało trzech Polaków. Ale miałem okazję na mały wyścig z Ludo w końcówce meczu. Wypuściłem sobie piłkę, a Ludo mnie gonił. Nie dawał rady, bo przecież jestem sprinterem (śmiech).



Imago





















