Dosłownie w ostatniej chwili zapewniliście sobie prawo do gry w eliminacjach Ligi Mistrzów kosztem Lille.
- W 66. minucie dowiedzieliśmy się, że Lille przegrywa, więc postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Rany, jak te minuty szybko uciekały, a tu trzeba było zdobyć gola! Jedynego gola! I w ostatniej minucie udało się! Radość? Skąd! Trudno to pisać. To było jakieś niedowierzanie szczęściu, jakie nas spotkało.
Wasz trener Jean Fernandez ze wzruszenia się popłakał. A pan wcześniej wielokrotnie wspominał, że to człowiek, który niezwykle rzadko pokazuje emocje.
- Też słyszałem, że trener się wzruszył. Zresztą nie tylko on. Bo przecież my mieliśmy w tym w sezonie walczyć o utrzymanie, a zagramy o Ligę Mistrzów. Oj, wesoło było w autokarze z Sochaux. Od śpiewania jeszcze teraz mnie gardło boli.
Zostaje pan w Auxerre?
- Wszystko wyjaśni się do końca tego tygodnia. A później na zasłużone wakacje.



AFP





















