W pierwszych meczach sezonu Jeleń pauzował przez kontuzję. Na boiska L1 wybiegł dopiero w 5. kolejce. Spotkania z Niceą, Saint-Etienne, Grenoble i Bordeax zaczynał od pierwszego gwizdka, ale długo nie potrafił się przełamać.
Zaufania trenera Jeana Fernandeza nadużył szczególnie w spotkaniu Grenoble, gdy bokserskim ciosem wymierzył sprawiedliwość rywalowi. W efekcie dorobek polskiego napastnika po 9 kolejkach Ligue 1 ograniczał się tylko do jednej czerwonej kartki.
By zatrzeć złe wrażenie, Ireneusz Jeleń potrzebował aż meczu z polskim Lille. W 36. minucie strzelił gola z bliska, a w 78. minucie posłał piłkę pomiędzy nogami Ludovica Butelle. Tak jak w zeszłym sezonie w każdej z tych sytuacji podrywał swoich kolegów do walki. Drugi zryw opłacił się cztery minuty później, gdy do bramki Lille trafił Daniel Niculae.
Lille z Ludovikiem Obraniakiem na ławce prowadziło 1:0 i 2:1. Drużynie Rudiego Garcii obronę AJA z Dariuszem Dudką w składzie udało się sforsować dwa razy. Ale zwycięstwo wymknęło im się z rąk, i to wtedy, gdy na boisko wszedł reprezentant Polski z francuskim paszportem. Sekundy po wejściu na murawę Obraniak brał udział w akcji, która mogła przypieczętować wyjazdowe zwycięstwo Lille. Chwilę później sprawy w swoje ręce wziął już Jeleń.



AFP





















