Teoretycznie Anglicy mają o wiele trudniejsze zadanie niż Włosi. Da się to odczuć w krajowych mediach. Na Wyspach lekki dystans, a na Półwyspie Apenińskim rozważania całkiem serio dotyczące awansu.
Tottenham walczy z głodnym sukcesu Realem Madryt i z tak samo głodnym sukcesu Jose Mourinho, który chce być pierwszym trenerem, jaki wygra Ligę Mistrzów z trzema różnymi klubami. Inter stawi czoła drużynie Schalke, która jest nieobliczalna. W Bundeslidze zawodzi, a w Champions League potrafiła wbić Interowi pięć goli na wyjeździe.
- Mamy zamiar wygrać mecz i zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi - mówi trener Tottenhamu Harry Redknapp. - Nie możemy być za bardzo otwarci. W takim wypadku zostaniemy zmiażdżeni. Real ma bardzo szybkich piłkarzy, ale my chcemy spróbować. Kto wie, co się może zdarzyć?
Jose Mourinho odpowiada w swoim stylu, z przekąsem: - Futbol może być zdradliwy. Znam mentalność angielskich stadionów, kibiców i drużyn. Gdybym był na miejscu Harry’ego, zrobiłbym wszystko ze swoimi piłkarzami, aby dokonać cudu. Musimy szanować przeciwnika, musimy zagrać poważnie. Ale jednocześnie uważam, że nawet pięć goli może Tottenhamowi nie wystarczyć. Przyjechaliśmy tutaj zdobywać bramki. Jesteśmy dumni z naszego dorobku i nie chcemy tego zmieniać.
W Lidze Mistrzów jeszcze nikomu nie udało się odrobić aż takich strat z pierwszego meczu. Na korzyść Tottenhamu może przemawiać fakt, że aż pięciu piłkarzy „Królewskich” jest o jedną kartkę od wykluczenia z półfinału, w którym Real wpada na Barcelonę. Być może spowoduje to bardziej zachowawczą grę.
Szkoleniowiec Interu Mediolan mówi bardziej otwarcie, że cztery gole można strzelić i deficyt zniwelować. Oba zespoły mają zbliżony potencjał. - Skoro Schalke wygrało u nas 5:2, to dlaczego my mielibyśmy tego nie zrobić u nich? - pyta Leonardo.
Sprawę zdaje sobie z tego Ralf Rangnick, od niedawna prowadzący niemiecką drużynę. - Gramy, żeby wygrać. Zaczniemy mając w głowie aktualny wynik, który brzmi 0:0… Rozegraliśmy tylko pierwszą połowę dwumeczu. Może i wygraliśmy 5:2, ale to nie koniec. Powiedziałem już, że Inter to czysty faworyt, a nam odpowiada rola outsiderów. Musimy zagrać z takim samym zaangażowaniem jak w Mediolanie.
Za możliwością awansu Interu przemawia fakt, że w przeciwieństwie do drugiej środowej pary, mediolańczycy i piłkarze z Gelsenkirchen mają zbliżony potencjał. Jeżeli można, w którymś z dwóch przypadków, użyć wyświechtanego określenia, że „wszystko się może zdarzyć”, to raczej bardziej prawdopodobne jest to, gdy popatrzymy na parę Schalke - Inter.
- Także na ten temat
- Więcej informacji



AFP

























