Piłka nożna - Ekstraklasa
06/11/2009 - 19:35To nie był szlagier. Legia wygrała z Wisłą

Legia Warszawa zwyciężyła w Sosnowcu Wisłę Kraków 1:0 po golu rezerwowego Miroslava Radovicia. Na takie spotkanie czekają kibice, ale w piątkowy wieczór można było się poczuć rozczarowanym poziomem, jaki zaprezentowały najlepsze drużyny w kraju.
W Legii brakowało Mięciela, Takesur Chinyama też nie czuł się w pełni sił, a w Wiśle nie mogli zagrać Sobolewski i Głowacki. Jednak jeśli chodzi o Legię słabo to świadczy o klubie myślącym o mistrzostwie, który nie posiada trzech klasowych napastników. W przypadku Wisły pauzowali piłkarze defensywni. Tyle na temat usprawiedliwiania obu zespołów, które stworzyły w gruncie rzeczy słabe widowisko, choć obraz myli kilka groźnych sytuacji z pierwszej połowy.
Paweł Brożek pokazał się w ciągu całego meczu dwukrotnie. Po dziesięciu minutach mógł dać prowadzenie swojej drużynie, ale w stylu podwórkowym strzelił w słupek, a tak naprawdę piłkę ledwo musnął. Był dobrze ustawiony, mógł zrobić wszystko, tymczasem zachował się koszmarnie. Drugą sytuacją Brożka było piękne podanie do Wojciecha Łobodzińskiego, którego w ostatniej chwili zastopował rozgrywający dobre zawody Dickson Choto. To wszystko dobrego, co można napisać o napastniku reprezentacji Polski, który tak jak zgasł po gwizdu kończącym pierwszą połowę, nie zapalił się już do gry w drugiej części.
Legia najpierw odpowiedziała groźną główką dobrze dysponowanego Gizy, a później zdobyła gola. Goście mieli sporo szczęścia, bo bramkę zdobył Miroslav Radović, który wszedł na boisko w 34., czyli dwie minuty wcześniej, bo kontuzję brzucha złapał Sebastian Szałachowski. Niewykluczone, że Gdyby nie takie zbieg okoliczności skończyłoby się mizernym 0:0. Spory udział przy golu dla Legii miał Piotr Brożek, który nie zdążył złapać Radovicia na pozycji spalonej.
- Mam nadzieję, że ten gol nas rozdrażni - powiedział w przerwie Wojciech Łobodziński. Wydawało się, że tak się stało, bo wiślacy szybciej wyszli na płytę boiska przed drugą połową i chwilę czekali na piłkarzy Legii. Była to dobra mina do złej gry. Wisła zaatakowała przez moment po godzinie gry. Patryk Małecki miał stuprocentową sytuację, ale nie potrafił dobić skutecznie strzału Tomasa Jirsaka. Jan Mucha zrobił wszystko, by Małecki strzelił, bo wybił piłkę pod jego nogi, ale napastnik Wisły nie chciał skorzystać z prezentu.
Wisła przegrywała, a w miarę upływu czasu nie potrafiła znaleźć kompletnie żadnego pomysłu na strzelenie gola. Im bliżej było końca, tym podopieczni Skorży byli coraz bardziej bezsilni. Z kolei piłkarze Jana Urbana nie umieli groźnie skontrować. Wszystkie próby kończyły się w okolicach koła środkowego albo jeszcze wcześniej. Jak nie Chinyama podawał pod chorągiewkę narożnika połowy gospodarzy, to Maciej Iwański gubił piłkę, którą przejmował Junior Diaz. Takich obrazków było niestety więcej... Marazm podsycał do tego stadion w Sosnowcu, na którym hit obejrzało całe pięć tysięcy widzów.
Wisła przegrała drugi mecz w sezonie i znów z zespołem z czołówki. Legia traci do Wisły już tylko cztery punkty. Ten słaby i nieciekawy mecz może paradoksalnie oznaczać, że Ekstraklasa będzie ciekawsza. Legia mimo koszmarnych występów w Białymstoku i Gliwicach wciąż ma szanse na mistrzostwo.
Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:1 (0:1)
Bramka: 0:1 Miroslav Radović (34.)
Wisła: Mariusz Pawełek - Pablo Alvarez, Mariusz Jop, Marcelo, Piotr Brożek - Wojciech Łobodziński (62. Piotr Ćwielong), Mauro Cantoro Ż (46. Tomas Jirsak), Junior Diaz, Andraz Kirm - Paweł Brożek, Patryk Małecki (79. Łukasz Garguła)
Legia: Jan Mucha Ż - Jakub Rzeźniczak Ż, Inaki Astiz, Dickson Choto Ż, Marcin Komorowski - Sebastian Szałachowski (33. Miroslav Radović), Piotr Giza, Marcin Smoliński (88. Ariel Borysiuk), Maciej Iwański, Maciej Rybus - Takesure Chinyama
Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)
Widzów: 5 000








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0