- Liga jest w naszych rękach. Do końca pozostało 16 kolejek i musimy prezentować ten sam zwycięski styl w pozostałych spotkaniach – mówił zaraz po ostatnim gwizdku do hiszpańskich dziennikarzy Gonzalo Higuaín.
Z Argentyńczykiem zgadza się również „As”, który podkreśla, że mistrzem Hiszpanii może jeszcze zostać Barcelona, ale do takiego scenariusza potrzebne są porażki Realu. A w tym okresie sezonu w Hiszpanii nie ma zespołu, który byłby w stanie zatrzymać maszynę Mourinho. W niedzielę w wygranym 4:2 meczu z Levante znów pierwsze skrzypce grał Özil i Benzema. Cristiano Ronaldo, który kilka dni przed meczem kupił nowiutkie i szybkie Lamborghini Aventador, tak się rozpędził, że siatkę gości dziurawił trzykrotnie, notując już szóstego hat-tricka w sezonie.
Mourinho stworzył bestię, która nie ma mankamentów. Przeciwko Levante Królewscy zagrali inny futbol. Futbol opierający się nie na grze z kontry, ale na długim rozgrywaniu piłki. Hiszpańscy dziennikarze żartują, że wpływ na taktykę miała wizyta Portugalczyka u fryzjera. Krótkie włosy Mourinho nie odpędziły jednak głośnej krytyki Bernabeu na to, co prezentował Real w meczu z czwartym zespołem La Liga.
- Na innych stadionach, jak podajesz piłkę, długo się przy niej utrzymujesz to dostajesz brawa, kibice cię kochają, ale nie na Bernabeu. Musisz liczyć się z gwizdami publiczności, bo to styl Barcelony, a Real nie może kopiować nikogo, zwłaszcza Barcelony – mówił na konferencji prasowej trener Madrytczyków, któremu trudno było zrozumieć zachowanie kibiców.
Game over? Pyta na swoich łamach „Marca”. Czy to już koniec Barcelony, która na pierwszą połowę wyszła zupełnie bez energii bardzo szybko przypomniała sobie co znaczy grać na Reyno de Navarra. W ostatnich sześciu sezonach Barça na stadionie Osasuny traciła punkty czterokrotnie, raz wracając do Katalonii nawet bez jednego oczka. W Pampelunie nie tylko raz w roku gra się w temperaturze poniżej zera. A to najwidoczniej jest duży problem Barcelony, która nie radzi sobie w arktycznych warunkach i uległa Osasunie 2:3, która od trzydziestu czterech kolejek nie strzeliła więcej niż dwóch goli. Po kolejnej stracie punktów przez Barcelonę coraz częściej pada pytanie, czy problem Barçy nie leży gdzieś głębiej niż tylko w arktycznych warunkach?
- Nie jesteśmy maszynami. Nie można nas włączyć i wyłączyć. Nie doszukiwałbym się problemów, tak jak nie szukam wymówek na to co się stało w Pampelunie. Po meczu Pep (Guardiola – przyp. red.) powiedział nam, że musimy obrócić stronę w książce i skupić się na pozostałych meczach. Jesteśmy ekipą, która walczy do końca – długo i cierpliwie odpowiadał na pytania Carles Puyol, który w opinii hiszpańskich mediów był najgorszym piłkarzem na Reyno de Navarra. Ponownie błysnął Tello. Strzelił bramkę i znalazł słowa uznania w ustach Guardioli.
- Ci, którzy wchodzą do pierwszego zespołu wiedzą, że zawsze byli pod presją i wymagało się od nich więcej. Dlatego jak wszedł Cuenca i Tello byłem przekonany, że sobie poradzą, bo dla nich jest czymś naturalnym grać z dużym bagażem emocjonalnym – wyjaśniał swoje personalne decyzje Guardiola.
Przed tą kolejką Primera Division spodziewano się zmiany na miejscu gwarantującym grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Potrzebne do tego były dwa warunki: Levante traci punkty na Santiago Bernabeu, a Espanyol wygrywa z ostatnim w tabeli Realem Saragossą. Pierwsze założenie zostało spełnione, jak przewidywała większość fachowców, ale nikt nie zakładał, że upadający sportowo i biznesowo zespół ze stolicy Aragonii będzie w stanie wygrać z piątym Espanyolem. Tytuł gazety „As” kieruje jasne przesłanie: Saragossa łapie oddech, zatrzymując rozpędzony w kierunku Europy Espanyol. Co ciekawe czerwona latarnia La Liga w tym sezonie wygrała tylko trzy mecze. Przed tą kolejką ostatni raz uczynili to w październiku w meczu z Realem Sociadad, a wcześniej właśnie z Espanyolem.
W kompletnym dołku jest Atletico Madryt, które nie potrafiło zdobyć bramki w meczu z Racingiem Santander i w czołówce Primera Division jest zespołem z najmniejszą liczbą zwycięstw. O jedną więcej wygraną ma Malaga, która do Europy zmierza przez La Rosaleda. W niedzielę rozbili 3:1 Real Mallorca. Licząc tylko mecze na własnym stadionie podopieczni Manuela Pellegriniego są na trzecim miejscu w lidze, ustępując tylko rzecz jasna Barcelonie i Realowi Madryt. Kolejny dobry występ zanotował Salomón Rondón, który dostaje coraz więcej szans od chilijskiego trenera Malagi i odpłaca się bramkami.



AFP






















BTW Finał CHAMPIONS LEAGUE Bayern - Milan :D, choć chciałbym widzieć OM, ale niestety raczej niemożliwe :/Opublikowane 13/02/2012 o godz. 18:23
bracia ;D
FORZA MILAN!Opublikowane 13/02/2012 o godz. 16:50
PS nie jestem fanem realu czy barcy (choc moze bardziej "hejtuje" barce) no ale i tak powiecie jak chcecieOpublikowane 13/02/2012 o godz. 16:20
jeszcze do wygrania pozostaje LM i PK.Opublikowane 13/02/2012 o godz. 14:35
Jeszcze nie mamy zapewnionego tytułu jeszcze 16 kolejek ale 10pkt to duża zaliczka ;)
HALA MADRID !!!Opublikowane 13/02/2012 o godz. 14:10
znasz się na sporcie sprawdź to pewnekursy.blogspot.comOpublikowane 13/02/2012 o godz. 13:57
kompromitujace sa te twoje komnetarze robisz wstyd dla fanow realu jak i barcelonyOpublikowane 13/02/2012 o godz. 13:49
FAKTY SA TAKIE...NEDZNY KLUBIK BARCELONKA JESZCZE 200 LAT I DOROWNAJĄ MILANOWI ,REALOWI,AJAXOWI,MU,NAWET LIVERPOOLOVI I KILKUDZIESIESIU INNYM KLUBOM W EUROPIE-GDYBY NIE UEFA W OSTATNICH 5 LATACH TO ICH SUKCESY SA NA POZIOMIE LEGŁEJ .LICZBY NIE KŁAMIĄ.Opublikowane 13/02/2012 o godz. 13:43
...NEDZNY KLUBIK BARCELONKA JESZCZE 200 LAT I DOROWNAJĄ MILANOWI ,REALOWI,AJAXOWI,MU,NAWET LIVERPOOLOVI I KILKUDZIESIESIU INNYM KLUBOM W EUROPIE-GDYBY NIE UEFA W OSTATNICH 5 LATACH TO ICH SUKCESY SA NA POZIOMIE LEGŁEJ .LICZBY NIE KŁAMIĄ.
RTYUOpublikowane 13/02/2012 o godz. 13:43
nie zwracalem uwagi wczoraj na mou ale jakis inny byl tylko nie wiedzialem dlaczego teraz juz wiemOpublikowane 13/02/2012 o godz. 13:35