Piłka nożna - I Liga
26/10/2009 - 17:11Bieniuk dla eurosport.pl: Gramy na poziomie Ekstraklasy

Październik był dla Jarosława Bieniuka niezwykle udanym miesiącem. Środkowy obrońca Widzewa Łódź otrzymał od Stefana Majewskiego powołanie do reprezentacji Polski, a jego klub objął zdecydowane prowadzenie w rozgrywkach I ligi. Kulminacją owocnego miesiąca było rozgromienie Znicza Pruszków 7:0.
Z Jarosławem Bieniukiem, piłkarzem Widzewa Łódź i reprezentacji Polski, rozmawiał Bartosz Rainka.
W tym sezonie Widzew spisuje się w rozgrywkach I ligi znakomicie. Czy już teraz myślicie o przyszłorocznych występach w Ekstraklasie?
JAROSŁAW BIENIUK: Na razie koncentrujemy się wyłącznie na występach w rozgrywkach ligowych. W końcu mamy dopiero półmetek rozgrywek. Sprawa awansu nie jest jeszcze przesądzona. Jeżeli już teraz zaczęlibyśmy myśleć o awansie, popełnilibyśmy wielki błąd.
Nie codziennie wygrywa się ligowe mecze różnicą siedmiu bramek. Wczoraj to Wy zagraliście tak dobre spotkanie czy po prostu Znicz jest obecnie tak słaby?
- Powiem szczerze, że nie wiem. Z pewnością jednak jesteśmy na fali wznoszącej. Przed tygodniem zagraliśmy naprawdę dobry mecz z Pogonią w Szczecinie. Gdybyśmy wykorzystali tam rzut karny, nasze zwycięstwo byłoby wyższe. Również w Świnoujściu, mimo bardzo trudnych warunków, potrafiliśmy stworzyć wiele naprawdę dobrych sytuacji. Tam również nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Z meczu na mecz wyglądamy coraz lepiej. Tym niemniej Znicz wczoraj po prostu nie miał swojego dnia.
Czy będąc na czele tabeli, z bezpieczną przewagą punktową, gra się Wam łatwiej? Czy obciążenie psychiczne jest w takiej sytuacji mniejsze?
- W naszym przypadku pewne obciążenie psychiczne jest niezbędne. Dzięki niemu możemy wyjść na każdy mecz odpowiednio skoncentrowani i umotywowani. Wiadomo, że na mecze z Widzewem wszystkie drużyny dodatkowo się mobilizują, grając czasem na 120 proc. swoich możliwości. Nam niestety zdarzają się czasami momenty dekoncentracji. Ma to najczęściej miejsce podczas spotkań wyjazdowych. Wówczas przydarzają się nieoczekiwane straty punktowe. Na szczęście w przyszłym tygodniu gramy w Zabrzu z Górnikiem i o jakimkolwiek rozprężeniu nie może być mowy. Tam czekać na nas będzie mocny przeciwnik i wypełnione po brzegi trybuny.
Czy Pana zdaniem Widzew w tym składzie osobowym byłby już w stanie skutecznie rywalizować w Ekstraklasie? Czy po ewentualnym awansie będą potrzebne jeszcze jakieś wzmocnienia?
- Wzmocnienia potrzebne są zawsze. Ważne jednak jest, aby nowi zawodnicy wnosili do drużyny jakość, a nie tylko uzupełniali szeroką kadrę. Tym niemniej myślę, że już teraz spokojnie dalibyśmy sobie radę w Ekstraklasie. Moim zdaniem, walczylibyśmy o górną połówkę ligowej tabeli.
Nieczęsto zdarza się, by zawodnik występujący na zapleczu polskiej Ekstraklasy grał w reprezentacji w meczu o punkty. Jak zareagował Pan na wiadomość o powołaniu?
- Byłem bardzo zaskoczony. Powołania od trenera Majewskiego w ogóle się nie spodziewałem.
Bardziej zdziwiło Pana samo powołanie czy informacja, że w meczu ze Słowacją wystąpi Pan od pierwszej minuty?

- Raczej samo powołanie. W trakcie zgrupowania byłem próbowany na środku obrony razem z Arkiem Głowackim, tak więc przeczuwałem, że mogę pojawić się na boisku nawet w meczu z Czechami. Po spotkaniu w Pradze wiedziałem, że to ja wyjdę w pierwszym składzie na mecz ze Słowakami.
Nie żałuje Pan aż trzech lat spędzonych w Turcji?
- Nie żałuję. Mogę jedynie żałować, że nie było mi dane zostać tam dłużej. Niestety sytuacja w klubie tak bardzo się skomplikowała, że musiałem Antalyaspor opuścić. To jest naprawdę piękne miejsce, a i wynagrodzenia są trzy albo i nawet czterokrotnie wyższe niż w Polsce. Tamtejsza liga jest dużo mocniejsza niż polska. Miałem tam okazję grać na pięknych stadionach, przeciwko bardzo dobrym zawodnikom. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz gram w Widzewie i jestem tu naprawdę bardzo szczęśliwy.
Dlaczego nic nie wyszło z występów w Omonii Nikozja?
- Na przeszkodzie stanęła sprawa mojego certyfikatu, który na Cypr nie dotarł. Po przejściu badań medycznych wróciłem do Polski, czekając na decyzję cypryjskiego klubu. Następnie wróciłem do Nikozji, gdyż Omonia zdecydowała się podpisać ze mną umowę. Na Cyprze spędziłem trzy tygodnie, pobierając wynagrodzenie i czekając na dokumenty uprawniające mnie do występów. Końca sporu z udziałem Antalyasporu nie było jednak widać. Okno transferowe zbliżało się do końca, a Omonia wciąż nie mogła korzystać z moich usług w oficjalnych meczach. Szefowie cypryjskiego klubu stracili w pewnym momencie cierpliwość i ostatecznie wylądowałem w Widzewie.
Co zadecydowało o tym, że wybrał Pan ofertę Widzewa? Przecież z powodzeniem mógłby Pan grać w każdym klubie Ekstraklasy.
- Po rozwiązaniu kontraktu z Omonią chciałem szybko znaleźć zatrudnienie w innym miejscu. Poszukiwałem konkretnych ofert, a taka właśnie napłynęła z Widzewa. Zaoferowano mi tu bardzo dobre warunki. Poza tym pracuje tutaj Paweł Janas, który również namawiał mnie do podpisania umowy z Widzewem. Ponadto nie zakładałem, że Widzew będzie grać w I lidze także i w obecnym sezonie. Na pewno jednak nie żałuję swojej decyzji. Widzew jest dobrze zorganizowanym klubem, z kibicami i dużymi ambicjami. Wierzę, że już po tym sezonie wrócimy do elity.







You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0