Piłka nożna - I liga
27/01/2009 - 20:00Marcin Animucki - nowa siła w polskim futbolu

W sobotę został członkiem zarządu PZPN, a już dzień później sędziował mecz Polskiej Ligi Koszykówki między Anwilem Włocławek a Basketem Kwidzyn. O kim mowa? O prezesie Widzewa Łódź, zaledwie 30-letnim Marcinie Animuckim, który jeszcze 1,5 roku temu był zn
- Nawet nie myślałem, że moja kariera w futbolu będzie się rozwijała tak szybko - przyznaje Animucki. Podczas sobotniego zjazdu sprawozdawczego PZPN w Warszawie byłem najmłodszy na zjeździe, ale jakoś dałem sobie radę. Zresztą wśród delegatów jest sporo ludzi z wizją, sprawnych menedżerów, którzy wiedzą, jak prowadzić kluby. Mają pojęcie o sporcie i z nimi warto współpracować - dodaje.
Animucki to prawnik z wykształcenia, który trafił do Widzewa dzięki właścicielowi klubu Sylwestrowi Cackowi. Poznali się przed kilkoma laty. Nowy prezes łódzkiego klubu od 15 lat jest związany z koszykówką. Przed angażem w Widzewie pracował w Polskiej Lidze Koszykówki. Był szefem kolegium sędziów i zajmował się również między innymi pozyskiwaniem sponsorów. Dał się poznać jako sprawny menedżer. Wspierał swojego szefa - Janusza Wierzbowskiego - w pozyskaniu dla ligi możnego sponsora - Dominet Banku - który należał wówczas do obecnego właściciela zespołu z Alei Józefa Piłsudskiego.
- To właśnie wtedy spotkałem pana Cacka. Gdy sprzedał bank i zainwestował w Widzew, zaproponował mi współpracę. I tak trafiłem do klubu. Przyznam, że początkowo trochę się obawiałem zderzenia sytuacji klubu z ambitnymi planami właściciela, ale teraz można już chyba stwierdzić, że jesteśmy na dobrej drodze - skromnie mówi Animucki, który najpierw zajmował się w klubie sprawami prawnymi i organizacyjnymi jako wiceprezes, a w listopadzie został prezesem klubu.
W Łodzi tworzą coś na wzór zachodniego przedsiębiorstwa sportowego, a dla młodego prezesa to znakomite miejsce do wykazania się. Także w PZPN młody działacz chce sporo zrobić.
- Mam wiele planów. Przede wszystkim trzeba pozyskać sponsorów dla pierwszej ligi. Kluby, by móc się rozwijać, muszą mieć dodatkowe zabezpieczenie finansowe. Na razie udało się już uzgodnić warunki z Orange. Wprawdzie uczestniczyłem przy rozmowach, ale to przede wszystkim dzieło ambasadora Janusza Jesionka - mówi Animucki. - Trzeba zrobić jeszcze bardzo dużo, aby pierwsza liga zbliżyła się poziomem organizacyjnym i finansowym do ekstraklasy. Nie może być takiej przepaści jak teraz. Ważne jest, aby podnosić wartość ligi i aby kluby nie martwiły się o jutro - poważnie dodaje.
Animucki jest chyba najmłodszą osobą, jaka kiedykolwiek zasiadła w zarządzie PZPN. - Oby to, że jestem nową osobą - spoza układu - było moją siłą. Mam już jakieś poparcie wśród delegatów i to nie tylko tych z pierwszej ligi, co pokazało wybranie mnie na członka zarządu - uważa. Animucki otrzymał w sobotę 51 głosów poparcia, przy 90 delegatach.
W Łodzi poznał się ze Zbigniewem Bońkiem, który nadal w Widzewie cieszy się dużym szacunkiem.
- Bez dwóch zdań to jest wielka postać. Mój tata pochodzi Bydgoszczy i od małego w domu dużo się mówiło o Zbigniewie Bońku. Jako dziecko wychowywałem się w Łodzi, choć do szkoły chodziłem już w Warszawie. Teraz wracać nie było mi więc trudno. Nadal mam w Łodzi rodzinę i dobrze się tu czuję - mówi.
Wcześniejsze kontakty z Bońkiem ostatnio prawie zanikły. A to dlatego, że były piłkarz nie jest już akcjonariuszem Widzewa i wspólnikiem Cacka.Animucki nie zna jeszcze wszystkich nowych kolegów z zarządu PZPN
- W sumie mam jeszcze trochę czasu na ich poznanie. Dobrze, że są tam ludzie z łódzkiego, więc nie czuje się osamotniony. A prezes Lato? Znałem go dotychczas tylko z czasów kampanii wyborczej. Teraz powiedział, że czeka mnie chrzest. Nie wiem jeszcze, na czym będzie polegał. Niestety - mówi prezes Widzewa.
Animuckiemu nie do końca podobała się organizacja sobotniego zjazdu w Novotelu.
- Wprawdzie przyjęliśmy zakładane poprawki do statutu, ale tak naprawdę mnóstwo było zbędnego przeciągania i nic niewnoszących przemówień. W przyszłości trzeba zadbać o lepszą organizację i nie robić wszystkiego w ostatniej chwili. Część poprawek była uzgadniana dzień wcześniej albo nawet w sobotę. Niektórym działaczom i tak się podobało.
Cały czas w sercu młodego prezesa jest miejsce dla koszykówki. I nie ma zamiaru się z nią rozstawać.
- Sędziuję w ekstraklasie od pięciu lat, jest to moja wielka pasja i hobby. Lubię spotykać się z ludźmi, których znam od dawna. Sprawia mi to ogromną przyjemność - ożywia się. - Na razie nie mam większego problemu z łączeniem obu funkcji. Na szczęście sezony koszykarski i piłkarski nadkładają się na siebie tylko w niewielkim stopniu. W sumie dwa razy musiałem wybierać. Albo mecz kosza, albo sprawy związane z Widzewem. Raz wygrała koszykówka, a raz piłka nożna. A kiedy poprowadzę następny mecz? Tego jeszcze nie wiem. Pewnie za dwa tygodnie - kończy.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0