Piłka nożna - Eliminacje MŚ - Europa
06/09/2009 - 14:02Żewłakow dla eurosport.pl: Nie ma tragedii

- Chcieliśmy za wszelką cenę szybko zdobyć bramkę, a oni czekali na kontry. Pośpiech jest zawsze złym doradcą. Walczymy jednak dalej o awans - mówi w rozmowie z eurosport.pl kapitan reprezentacji Polski Michał Żewłakow.
Z Michałem Żewłakowem, kapitanem reprezentacji Polski, rozmawia w Chorzowie Krzysztof Srogosz
Wierzy Pan jeszcze, że awansujemy do finałów w RPA?
- Dopóki jakiekolwiek, nawet iluzoryczne szanse będą, nie poddamy się. Ale nie oszukujmy się. W sobotę nie wykorzystaliśmy wielkiej okazji i to tylko nasza wina. Skomplikowaliśmy sobie sytuację, ale gramy do końca. Nie ma jeszcze tragedii, bo dzięki remisowi Słowaków cały czas mamy szanse na awans. Trzeba wygrać trzy kolejne mecze i liczyć na korzystne wyniki w innych spotkaniach.
Co się stało na Stadionie Śląskim?
- Po prostu nie wykonaliśmy zadania. W drugiej połowie mieliśmy tyle okazji, ale nie wyszło. Sami jesteśmy sobie winni. Wszyscy jesteśmy wściekli na siebie.
Irlandia była chyba jednak do pokonania?
- Może to zabrzmi trywialnie, ale piłka nożna to gra błędów. My popełniliśmy taki w pierwszej części meczu i goście skrupulatnie to wykorzystali. Po przerwie cały czas dążyliśmy do wyrównania. Gdy to się udało liczyłem, że jeszcze strzelimy jednego gola. Nie mieliśmy jednak szczęścia. Bardzo szkoda też sytuacji Ludovica Obraniaka na chwilę przed zejściem na przerwę. Schodząc do szatni przy wyniku 1:1, na pewno mielibyśmy większą szansę na sukces. Z drugiej jednak strony, nie ma co cały czas zwalać na szczęście czy nieszczęście. Po prostu może zabrakło też umiejętności.
A może nie wytrzymaliście po presji?
- Nie sądzę. Irlandczycy postawili nam szczególnie w pierwszej połowie trudne warunki. Dobrze grali w obronie. Nie mogliśmy grać tak, jak chcieliśmy i jak pokazaliśmy to w meczu z Grecją. Nie było wtedy ani gry, ani drużyny. Chcieliśmy za wszelką cenę szybko zdobyć bramkę, a oni czekali na kontry. Pośpiech jest jednak zawsze złym doradcą. To, że nam się nie udawało nic zrobić, wprowadzało z każdą chwilą coraz więcej nerwowości. Druga połowa wyglądała lepiej, ale trudno się cieszyć z tego, skoro wynik i tak był 1:1.
Co Pan pomyślał, gdy Kyle Lafferty pokonał Boruca? Że to koniec marzeń o mistrzostwach świata?
- Wprost przeciwnie. Gdy goście strzelili nam gola, myślałem, że to nas dodatkowo zmobilizuje do walki. Niestety, nie udało się.
Kierował Pan obroną bez Marcina Wasilewskiego. Jest Pan zadowolony z gry całej linii?
- Nie chcę mówić o personaliach, ale z pewnością żaden z defensorów nie może być zadowolony ze swojej postawy. Dopuściliśmy do kilku sytuacji, w których musiał ratować nas Artur Boruc, a raz kompletnie nie upilnowaliśmy Lafferty'ego. Myślę, że jednak nie tylko obrona nie jest zadowolona. Inne formacje też. W środę w Mariborze i w kolejnym spotkaniach musi być lepiej.
A może nie umiecie grać, gdy teoretycznie jesteście faworytami spotkania?
- Taka jest rzeczywistość i nie ma co ukrywać, że jest inaczej. Ta sytuacja istnieje od dawna i sobotni mecz był tego przykładem. O wiele lepiej spisujemy się w meczach z zespołami, które są wyżej notowane i teoretycznie trudniej z nimi wygrać.
Po przerwie nie zobaczyliśmy Obraniaka. Później okazało się, że wcale nie bolała go stopa. Był Pan zaskoczony tą decyzją trenera?
- Osobiście byłem trochę zdziwiony. Może Ludovic nie rozgrywał jakiegoś fantastycznego meczu, ale na pewno nie grał źle. Stwarzał sytuacje, był bliski zdobycia bramki. Trener podjął jednak taką decyzję. On jest dyrektorem fabryki, a my jesteśmy jego pracownikami. To wszystko.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 6 z 6