Piłka nożna - Ekstraklasa
18/09/2009 - 22:30"Tejksiu" wrócił i od razu Legia wygrała

Takesure Chinyama i Miroslav Radović zapewnili Legii wygraną nad Lechią Gdańsk 2:0. Bohaterem piątkowego spotkania 7. kolejki był jednak Maciej Iwański, który zaliczył dwie asysty. Legia jest teraz wiceliderem ekstraklasy – pisze z Łazienkowskiej Krzysztof Srogosz.
Wiosną kibice Legii narzekali na Chinyamę za jego skuteczność, a w zasadzie jej brak. Niezliczona liczba sytuacji, jakie zmarnował napastnik z Zimbabwe śniła się po nocach nie tylko jemu. Trener Jan Urban wiedział dobrze, że jeśli „Tejksiu” wykorzystałby choć kilka okazji, jego zespół mógł wywalczyć nawet mistrzostwo Polski. Ostatecznie drużyna z Łazienkowskiej zakończyła sezon na drugim miejscu, a do pierwszej Wisły straciła tylko trzy punkty.
I tak jednak Urban nie wyobrażał sobie gry bez niego. Niestety dla opiekuna „Wojskowych”, Takesure doznał kontuzji kolana. Ten uraz miał już pod koniec zeszłego sezonu, ale udało mu się wrócić na murawę. To był jednak błąd, bo ból się nasilił i okazało się, że potrzebna będzie dłuższa przerwa.
Przy Łazienkowskiej zatrudniono zatem idola kibiców Marcina Mięciela. Powracający po ośmiu latach napastnik w sześciu meczach ligowych i kilku w europejskich pucharach nie strzelił jednak nawet jednego gola. Nie grał źle, ale po prostu nie dostawał od kolegów podań. Młody Adrian Paluchowski miał niezły początek rozgrywek, ale szybko spoczął na laurach, a sam Urban na niego nie stawiał.
Tak więc na powrót Chinyamy opiekun stołecznej drużyny czekał z wielkim utęsknieniem. Przed tygodniem zagrał 45 minut w wyjazdowym spotkaniu ze Śląskiem (0:0).
- Teraz pojawi się na murawie od początku. Może nie jest jeszcze gotowy na cały mecz, ale i tak zastąpi Mięciela, który miał już swoją szansę – zapowiadał Urban.
Jak powiedział, tak zrobił. „Tejksiu” od pierwszej minuty bardzo się starał. W swoim stylu pudłował, albo oddawał strzały z kompletnie nieprzygotowanych pozycji. W 22. minucie był jednak tam, gdzie powinien. Po dobrej akcji lewą stroną Macieja Iwańskiego, tylko dołożył nogę i z najbliższej odległości nie dał szans Mateuszowi Bąkowi.
Legia atakowała, ale nic z tego nie wynikało.
Bardzo dobrze cały czas piłkę rozgrywał Iwański. 28-letni pomocnik zaliczył chyba najlepsze spotkanie w tej rundzie. Po przerwie popisał się kapitalnym rajdem, po którym bramkę zdobył Miroslav Radović.
Spotkanie obserwował nowy selekcjoner kadry Stefan Majewski. Typowany na trenera Franciszek Smuda mówił, że powołałby Iwańskiego do kadry bez wahania. Po takim występie jak w piątkowy wieczór, pewnie także „Doktor” zdecyduje się na sprawdzenie „Iwana”.
- Nie chce już zwalać na złe piłki. Po prostu muszę grać lepiej – mówił Iwański przed meczem i nie rzucał słów na wiatr.
Strasznie starał się także Mięciel, który pojawił się na murawie po przerwie. Widać było, że zesłanie go na ławce podziałało na niego bardzo mobilizująco. Ciężko było uwierzyć, że były reprezentant Polski ma już 34 lata. „Miętowy” biegał jak chart, a jego akrobacji w powietrzu nie powstydziłby się nawet Leszek Blanik. Jak zwykle jednak gola nie strzelił…
Przed tym meczem obie drużyny dzielił w tabeli tylko punkt. Po tym, co pokazała Lechia, ciężko jest w to uwierzyć. Podopieczni Tomasza Kafarskiego ograniczali się do nielicznych kontr, ale sam Łotysz Ivans Lukjanovs nie mógł nic zrobić.
Legia po tej wygranej, przynajmniej do niedzieli, awansowała na drugie miejsce w tabeli.
Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 2:0 (1:0)
Bramki: Chinyama 22', Radović 56'
Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin).
Widzów: 4.000.
Legia: Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Choto, Kiełbowicz - Radović, Borysiuk (62' Smoliński), Iwański, Giza Ż, Rybus (73' Mięciel) - Chinyama (86' Paluchowski).
Lechia: Mateusz Bąk - Krzysztof Bąk, Manuszewski Ż, Wołąkiewicz Ż, Mysona Ż - Rogalski, Surma, Bajić, Nowak (58' Zabłocki), Kaczmarek (67' Wiśniewski) - Lukjanovs (73' Kowalczyk).








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1